Anita Biedrzycka

Anita Biedrzycka, POZNAŃ

Numer skarbonki: 111059
Nowatorski lek może pomóc mamie trojaczków w walce z przerzutami
zebrano:
95 614 zł
38%
cel zbiórki:
250 000 zł

Historia

Mam na imię Anita, jestem mamą 4-letnich trojaczków. Na raka piersi zachorowałam w 2008 roku, mając 28 lat.

W maju 2008 roku krawcowa robiła ostatnie poprawki do sukni ślubnej, ponieważ w lipcu miałam powiedzieć sakramentalne „tak”. Jeszcze tylko rutynowa kontrola w poradni, gdzie od 2006 r. byłam pod stałą opieką lekarską. Zgłosiłam się tam ze względu na wykryte podczas samokontroli zmiany w piersiach. Zostały one określone przez onkologa jako łagodne. Przez wiele miesięcy byłam więc spokojna. Majowa wizyta okazała się inna niż wcześniejsze. Trzeba było zrobić poszerzoną diagnostykę, ponieważ działo się coś niepokojącego. Wkrótce obawy lekarza potwierdziły się.

Diagnoza: nowotwór piersi z bardzo dużym stopniem zaawansowania w chwili wykrycia. Zastanawiałam się, dlaczego pomimo regularnych wizyt, nie dopatrzono się rozwijającego się nowotworu. Dlaczego powtarzano mi, gdy niepokoiłam się wyczuwalnymi zmianami, że tak młoda i nieobciążona rodzinnie chorobami onkologicznymi osoba nie może chorować na raka. Odwołałam ślub, a w moim życiu na długie lata pojawiły się strach i niepewność. Szybko okazało się, że doszło do przerzutów na węzły chłonne. Przeszłam radykalne leczenie - operację, chemioterapię, radioterapię i hormonoterapię. Leczenie było żmudne i wyczerpujące. Przyniosło jednak spodziewane rezultaty. Kiedy uznano mnie za osobę zdrową, postanowiłam nadrobić lata choroby i stresu, podejmując decyzję o ślubie i powiększeniu rodziny.

Piękne wesele, euforia i starania o dziecko zakończone sukcesem… potrójnym sukcesem – zdrowymi, cudownymi maleństwami – Klaudią, Alanem i Borysem. Moją ogromną radość dość szybko zmąciła jednak straszna wiadomość… W 2015 roku, wkrótce po zakończeniu ciąży, rak zaatakował ponownie. Tym razem pojawił się w drugiej piersi.

Po raz kolejny przeszłam radykalne leczenie. To powstrzymało rozwój choroby na kolejne lata… aż do czerwca 2019 roku. Nieznośny ból w plecach i permanentne zmęczenie uznawałam za efekt obciążenia codziennymi obowiązkami – opieką nad trojakami i przewlekle chorymi rodzicami. Kiedy doszło do złamania kręgów kręgosłupa, musiałam przejść skomplikowaną operację stabilizacji śrubami odcinka piersiowego i lędźwiowego. Wtedy, podczas badań pooperacyjnych, pojawiły się wątpliwości dotyczące etiologii czynników odpowiedzialnych za osłabienie moich kości. Biopsja i rezonans. Oczekiwanie na wyniki. Potężny strach – tym większy, że moje ukochane dzieci tak bardzo mnie potrzebują… Niestety, rak wrócił ze zdwojoną siłą pod postacią licznych przerzutów do kości (kręgosłup, żebra, mostek, udo, biodro). Okazało się, że po 4 latach, pomimo przebywania pod stałą kontrolą onkologów, stosowane leczenie zachowawcze przestało działać, a choroba znów chce przejąć kontrolę nad moim życiem…  

Muszę temu zapobiec i zrobić wszystko, by jak najszybciej wrócić do zdrowia i normalnego życia. Muszę zdecydować się na kosztowną sięgająca kilkunastu tysięcy miesięcznie terapię lekiem najnowszej generacji. To bardzo duży koszt, bez środków finansowych zbieranych za pośrednictwem fundacji, leczenie będzie dla mnie niedostępne. 

Będę bardzo wdzięczna za gest dobrej woli. 

Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

Wspierający

Największe darowizny

Anonimowy 2 miesiące temu 12229 zł

Anonimowy 4 tygodnie temu 8008 zł

Anonimowy 3 tygodnie temu 5000 zł

Anonimowy 3 tygodnie temu 4224 zł

Anonimowy 1 miesiąc temu 1500 zł

Mieczysław Lewandowski 1 miesiąc temu 1000 zł

Piotr i Anna Kiec 2 miesiące temu 760 zł 29

Trzymamy kciuki :)

Anonimowy 1 miesiąc temu 600 zł

Anonimowy 2 miesiące temu 600 zł

Anonimowy 1 miesiąc temu 510 zł

Ta strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcejRozumiem