Anna Bubko

Anna Bubko, Wrocław

Numer skarbonki: 110670
Proszę pomóż mi wygrać walkę z agresywnym rakiem piersi. Potrzeba środków na leczenie!
zebrano:
7 467 zł
14%
cel zbiórki:
50 000 zł

Historia

- Dzień dobry panie doktorze. Czy dobry?! - pytam drżącym głosem... - Nie, pani Aniu, nie jest dobry. Jest to nowotwór złośliwy. Czeka panią operacja, długie leczenie... I od tego momentu zaczyna się nowy rozdział mojego życia.

Nie pamiętam, co wtedy mówił lekarz, nie pamiętam, jak wyszłam ze szpitala, nie pamiętam, jak doszłam na parking i dopiero po trzech czy czterech godzinach płaczu i nieruchomego siedzenia w aucie dojechałam jakoś do domu. Rozpacz, łzy, rozmowy z rodziną, znajomymi, miliard pytań, mało odpowiedzi, szukanie, czytanie. To wszystko na temat, jak się okazało - rzadko spotykanego, potrójnie ujemnego raka piersi. Wszystko tak szybko się potoczyło, że nawet w najgorszych snach nie mogłam przypuszczać, że coś takiego może mnie spotkać. Guz w piersi rósł potwornie szybko. O chorobie dowiedziałam się na początku czerwca 2016 r. W lipcu 2016 r. zrobiono mi operację mastektomii z jednoczesnym wszczepieniem implantu. Niestety w dwóch węzłach były przerzuty. Pod koniec sierpnia 2016 r. rozpoczęłam chemioterapię. Były to 4 „czerwone” chemie i zaplanowano 12 „białych”. Jednak w miejscu pierwszej biopsji wyczułam zgrubienie... Po biopsji tego zgrubienia okazało się najgorsze - mam wznowę w operowanej wcześniej piersi - pomimo tego, że jestem w trakcie chemioterapii. Skoro mimo trucia mojego organizmu chemią, rak dalej się rozprzestrzeniał, chemię przerwano i w grudniu 2016 r. zrobiono mi kolejną operację usunięcia wznowy. Podczas tej operacji usunięto kolejne węzły chłonne.

Do chemioterapii nie było sensu wracać. Skierowano mnie na radioterapię. Prawie sześć tygodni - 26 naświetlań. Oto zakończyłam leczenie! Już wspomniałam, że jest to nowotwór potrójnie ujemny i nie hormonozależny. Zatem medycyna dalej nie ma czym mnie leczyć. Staram się kierować energię na walkę z rakiem o swoje życie i pozytywne emocje. Robię to dla mojej rodziny, która zawsze jest przy mnie, dla przyjaciółki i bliskich, no i oczywiście dla siebie - bo lubię życie!

Choroba zmieniła mnie, moje życie i mój światopogląd. Pod koniec lutego 2017 r. zakończyłam radioterapię.  W czerwcu kontrolna mammografia zdrowej piersi, usg operowanej, badania krwi - wszystko dobrze!!! Fruwałam ze szczęścia nad ziemią! Niestety. Pod koniec lipca „fruwać” przestałam. Powiększył mi się węzeł chłonny na szyi. Teoretycznie mogła być to infekcja, ale skończyło się na teorii. Połowa szyi była w powiększonych węzłach chłonnych i zaczęłam mieć trudności w oddychaniu. Biopsja z węzła wykazała najgorszy scenariusz – przerzuty. Szybkie badanie PET. Świeci! Węzły chłonne szyjne, nadobojczykowe, śródpiersia, 4 krąg w kręgosłupie w kości - pełno przerzutów... no cóż – przecież się nie poddam! We Wrocławiu robię naświetlanie kręgosłupa, które ma uśmierzyć ból. Proponują powrót do chemioterapii. Niestety proponują mi standardowe rozwiązanie, które poprzednio nic nie dało. Biorę sprawy w swoje ręce, umawiam się na konsultacje i jeżdżę po całej Polsce. Wydatki mnożą się w trybie ekspresowym. Lekarze jednogłośnie powtarzają - „trójujemnego nie lubimy, jest nieprzewidywalny, agresywny, szybki”.

Trafiam do Warszawy. Pani doktor proponuje mi wzięcie udziału w badaniu klinicznym w Centrum Onkologii w Warszawie. Badanie kliniczne dotyczy połączenia chemioterapii i badanego leku immunologicznego. Badany lek odniósł już dobre wyniki w leczeniu raka płuc i czerniaku. Jest to dla mnie ogromna szansa. Wielki problem i niedogodność polega na tym, że muszę do Warszawy dojeżdżać z Wrocławia.

Organizacyjnie okazało się to bardzo trudnym przedsięwzięciem biorąc pod uwagę dolegliwości bólowe, skutki po chemioterapii i... niestety problemy finansowe. Raz w tygodniu muszę być w Warszawie. Jeżdżę pociągiem sama. Żeby rano być w szpitalu - do Warszawy muszę przyjechać dzień wcześniej i przenocować. Z tym się wiążą duże wydatki - bilety, wyżywienie, noclegi... W celach oszczędności nie mogę zabrać ze sobą nikogo do opieki. Pracować niestety nie jestem w stanie i nie mogę. Jedyny mój dochód z tytułu niepełnosprawności wynosi 153 zł miesięcznie. Ledwo starcza na leki przeciwbólowe. A reszta wydatków...  pomimo mojego pozytywnego nastroju do walki z rakiem potrafi bardzo utrudniać życie i psuć nastrój. Utrzymujemy się tylko z pensji męża. Córka niedawno skończyła 14 lat. Moja mama zamieszkała z nami by pomoc w pracach codziennych - ja niestety nie jestem w stanie zadbać o podstawowe sprawy domowe. Wyjęcie garnka z szafki dla mnie jest obecnie wyzwaniem.

Musimy tak jakoś funkcjonować, ale wierzę, że jest to tymczasowe - leczenie pomoże i wszystko wróci do normy. Najgorszy jest powrót z Warszawy, gdy jestem już po chemii. Ja i cała moja rodzina teraz żyjemy od mojego wyjazdu do wyjazdu. Najczęściej po przyjeździe kilka dni jestem „unieruchomiona” z powodu bardzo złego samopoczucia i skutków chemioterapii.

Ale co jest najważniejsze? Odpowiedź jest oczywista! Mam wielką nadzieję, że wytrzymam wszystko - wierzę, że mi to pomoże i będę miała możliwość odwdzięczyć się mojej rodzinie za opiekę i moim bliskim za troskę. A moja dorastająca córka będzie miała jeszcze długo mamę. Niech te problemy się skończą! Ta choroba zabiera zdrowie, marzenia i cześć życia..

Dni są potwornie trudne, bolesne i nerwowe... Choroba każe mi wybierać między złym i gorszym... Ale to się niedługo skończy? Prawda? I nastaną tylko te DOBRE dni?!

Darowizny na rzecz leczenia Ani można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij na przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

Dziennik

Zaledwie kilka dni minęło od uruchomienia Skarbonki - wynik już ogromnie mnie wzrusza!!! Kochani, dzięki Wam czuję, że nie jestem sama i mam wokół siebie ludzi o ogromnym serduszku. Dziękuję serdecznie za każdą złotówkę, za każde piękne słowo dodające otuchy i każde wsparcie. DZIĘKUJĘ każdemu z osobna i wszystkim naraz. W podziękowaniu wysyłam serduszka i serdeczne życzenia samych pomyślności. Wierzę, że niedługo będę mogła podziękować za wszystko osobiście. Dziękuję przyjaciołom, wszystkim koleżankom i kolegom, a jak również osobom, które wspierają mnie Anonimowo lub których nie znam osobiście - jesteście wszyscy cudowni! Życzę Wam, by dobro, jakim obdarzacie innych wracało w podwójnej ilości rozjaśniając Wasze życie kolorami tęczy!

Wypłaty (suma: 4416.67 zł)

Zebrane środki zostały wykorzystane na następujące wydatki:

28.03.2018 - 2809.92 zł
- kategoria wydatków: inne, konsultacje medyczne, badania diagnostyczne, usługi transportu chorego na badania, rehabilitację, terapię - do i z ośrodka medycznego

03.04.2018 - 1606.75 zł
- kategoria wydatków: środki farmakologiczne

Wspierający

Największe darowizny

Anonimowy 10 miesięcy temu 700 zł 59

Droga Aniu duzo sil I wiary.

Anonimowy 1 miesiąc temu 561 zł

Aneta K 1 miesiąc temu 500 zł 37

Dużo zdrówka Aniu.

Anonimowy 10 miesięcy temu 500 zł 52

Nie znam Pani, ale słyszałem same miłe rzeczy. Życzę siły i radości w trudniejsze dni, zdrowie też wróci :).

Anonimowy 10 miesięcy temu 500 zł

Anonimowy 10 miesięcy temu 500 zł

Najnowsze darowizny

Damian Koźmiński 1 miesiąc temu 10 zł

Anonimowy 1 miesiąc temu 103 zł

Anonimowy 1 miesiąc temu 138 zł

Anonimowy 1 miesiąc temu 352 zł

Ta strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcejRozumiem