Anna Tenerowicz

Anna Tenerowicz, GLIWICE

Numer skarbonki: 110972
Walczę o życie. Dziękuję za każde wsparcie!
zebrano:
5 395 zł
17%
cel zbiórki:
30 000 zł

Historia

Mam 49 lat, jestem mężatką, mam 27-letniego syna.

Moja historia choroby zaczęła się w październiku 2013 roku, kiedy po nieskutecznym leczeniu infekcji dróg oddechowych, zostałam skierowana przez lekarza na prześwietlenie, z którego wynikało, że mam zmiany włóknisto-jamiste.

W grudniu 2013 roku rozpoczęłam leczenie w Poradni Chorób Płuc. Pani doktor po wstępnych badaniach postawiła diagnozę gruźlicy utajonej i mimo braku potwierdzenia wszystkich wyników zaleciła leczenie przeciwgruźlicze. Bardzo się bałam leczenia, ponieważ leki tego typu wykazywały toksyczne działanie. Bardzo źle się czułam, zgłaszałam różne objawy uboczne, bóle w klatce piersiowej, brzucha, głowy, nudności, smak ołowiu w ustach, świąd, złe samopoczucie i osłabienie. Pani doktor nie brała pod uwagę zgłaszanych objawów. To budziło niepokój czy leczenie jest właściwe.

W pewnym momencie zauważyłam zażółcenie powłok skórnych i kłopoty z trawieniem. Badanie wątroby wykazało, że normy zostały przekroczone wielokrotnie. Otrzymałam skierowanie do szpitala na oddział wewnętrzny z diagnozą - toksyczne zapalenie wątroby. W szpitalu po wykluczeniu wirusów została potwierdzona pierwsza diagnoza o toksycznym zapaleniu wątroby, na skutek brania leków przeciwgruźliczych. Otrzymałam w szpitalu zalecenie o przerwaniu terapii.

Po wyjściu ze szpitala wróciłam do leczenia, ponieważ pani doktor powiedziała, że jeśli przerwę kurację to będę musiała rozpocząć branie leków od początku (nie wyobrażałam sobie tego). Zdecydowałam się kontynuować leczenie pomimo lęku o swoją wątrobę. Gdy zmiana w płucach powiększyła się pani doktor skierowała mnie do szpitala chorób płuc. Cały czas przyjmowałam leki. Po przeprowadzeniu genetycznych badań wykluczono gruźlicę. Na obchodzie zostałam poinformowana o tym, że jeśli nie mam gruźlicy to muszę mieć nowotwór.

Załamana sytuacją wyprosiłam adres do jakiegoś specjalisty, który mi może pomóc. Dostałam namiary na docenta, który przyjmował w Katowicach. Pan docent spojrzał na tomografię i powiedział, że na jego oko to jest rak. Skierował mnie do swojego szpitala, gdzie po trzech dniach badań bronchoskopowych dowiedziałam się, że byłam błędnie leczona, bo mam niedrobnokomórkowego raka płuc (adenocarcinoma). Byłam załamana, płakałam, nie mogłam uwierzyć w diagnozę. Po 8 miesiącach błędnego leczenia, przeszłam operację lobotomię dolnego płata płuca lewego. Był to dla mnie koszmar. Trudności w oddychaniu, dysfunkcja pooperacyjna stawu barkowego, polekowe uszkodzenie wątroby, objawy duszności, osłabienia spowodowały konieczność długiej rehabilitacji. Gdyby nie pomoc najbliższych, a zwłaszcza męża, który mnie wspierał, musiał zmieniać pracę, brał często wolne aby móc mi towarzyszyć w leczeniu, zawozić mnie do specjalistów, nie dałabym sobie rady. Przeszłam jeszcze kolejną operację w Centrum Onkologii w Bydgoszczy, gdyż okazało się, że jest podejrzenie przerzutu na jajnik. W czasie tej operacji miałam objawy uczulenia, moja wątroba reagowała przy podaniu morfiny i innych środków. Po podaniu morfiny dostałam wstrząsu, spuchła mi cała szyja. Gdyby nie przyszedł mąż, prawdopodobnie odeszłabym dusząc się.

W szpitalu kiedy diagnozowałam przyczyny zapalenia wątroby, oprócz jej uszkodzenia, stwierdzono zapalenie żołądka. Mój układ trawienny został bardzo uszkodzony. Mimo poprawy wyników do dzisiaj nie mogę spożywać pieczonych, smażonych potraw, jestem skazana na dietę wątrobową, bo odczuwam silne dolegliwości bólowe. Odczuwam objawy pogorszenia wzroku i słuchu na skutek przyjmowania leków przeciwgruźliczych. Potwierdzają to lekarze jako prawdopodobny ich skutek uboczny. Za długie zwlekanie z leczeniem operacyjnym poskutkowało rozrostem zmiany w płucach.

Zbyt późno postawiona diagnoza spowodowała załamanie mojego zdrowia, kariery zawodowej, sytuacji materialnej. W trakcie pobytu w szpitalach otrzymałam potwierdzoną badaniami kolejną diagnozę - tocznia, który też występuje jako prawdopodobny skutek przyjmowania leków przeciwgruźliczych. W 2016 roku okazało się, że prawdopodobnie mam przerzuty do płuca prawego. Niestety w normalnej bronchoskopii nie udało się tego podejrzenia potwierdzić. Cały czas miałam nadzieję, że to nie przerzuty, ale w grudniu 2017 roku po ataku odmy musiałam zgłosić się do szpitala w celu odbarczenia zapadniętego płuca. Ponieważ nie było karetki mąż mnie zawiózł do Zakopanego, bo po niezbyt dobrych doświadczeniach nie chciałam już ryzykować i leczyć się na Śląsku. W trakcie drenażu płuca i talkowania pobrano mi wycinek płuca wraz z guzkiem. Badanie potwierdziło diagnozę - przerzuty nowotworu do płuc i węzłów chłonnych. W szpitalu mąż uzyskał informację od lekarza, że tylko cud mnie uratuje. Domyśliłam się, że usłyszał coś okropnego, bo po wyjściu z gabinetu lekarskiego miał przekrwione oczy od płaczu. O tym mąż powiedział mi po kilku miesiącach. W tej chwili każdy dzień jest dla mnie cudem... W chwili obecnej jestem leczona w Instytucie Onkologii w Gliwicach, przyjmuję chemię celowaną. Potrzebuję środków, które mają pomóc w dolegliwościach związanych z objawami ubocznymi chemioterapii. Lek Sativex to koszt około 3 tyś na dwa miesiące, dochodzą koszty rehabilitacji oraz dojazdów do specjalistów.

Pozwól mi uwierzyć w cud.

Darowizny na rzecz leczenia Ani można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij na przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

Galeria

Dziennik

Bardzo wszystkim moim darczyńcom pięknie dziękuję za wsparcie finansowe i emocjonalne. Dziękuję za słowa otuchy i za to, że zechcieliście być ze mną w tej trudnej drodze.
Ogromnie mnie to buduje i daję siłę i wiarę w to, że moja walka nie pozostaje obojętna dla innych i że niezależnie od tego co będzie dalej są doświadczenia, które zostaną w mojej pamięci. Dziękuję moi kochani. Pełna wdzięczności Ania.

Wypłaty (suma: 2689.91 zł)

Zebrane środki zostały wykorzystane na następujące wydatki:

16.07.2019 - 2689.91 zł
- kategoria wydatków: środki farmakologiczne

Do dyspozycji podopiecznego pozostało: 2 705,59 zł

Wspierający

Największe darowizny

Anonimowy 4 miesiące temu 3300 zł

Najnowsze darowizny

Ewa Błażejowska-Sagan 3 tygodnie temu 100 zł

Malgorzata Michalak 3 tygodnie temu 70 zł 3

Na zdrowie pani Aniu!!!

Marek Pyzik 3 tygodnie temu 20 zł

Anonimowy 2 miesiące temu 50 zł

Anonimowy 2 miesiące temu 100 zł

Anonimowy 2 miesiące temu 50 zł

Anonimowy 2 miesiące temu 50 zł

Anonimowy 2 miesiące temu 100 zł 15

jesteśmy z Tobą

Anonimowy 3 miesiące temu 100 zł 24

Trzymaj się, jesteśmy z Tobą!

Ta strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcejRozumiem