Anna Wiktorowska

Anna Wiktorowska, Koszalin

Numer skarbonki: 110326
Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Ania odeszła...
zebrano:
58 886 zł
73%
cel zbiórki:
80 000 zł

Historia

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Ania odeszła…

Składamy szczere wyrazy współczucia jej rodzinie i bliskim.

Zarząd Fundacji Alivia.

Skarbonka Ani została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***………………………………………………………….

01.05.2018 r.

Witajcie Kochani!

Troszkę czasu upłynęło od ostatniego wpisu, dziś wolny dzień więc śpieszę podzielić się z Wami najnowszymi informacjami o moim stanie zdrowia i podjętych terapiach leczenia.

Tak jak pisałam ostatnio pani doktor z Centrum Onkologii w Warszawie ustaliła plan kolejnej chemioterapii i od lutego zaczęłam ją przyjmować. Pierwszy miesiąc chemii zniosłam całkiem nieźle. Tydzień wyrwany z życia spędzony w łóżku, ale potem szybka regeneracja. Kolejny miesiąc był dla mnie zdecydowanie gorszy. Parę dni po przyjęciu chemii zeszła ze mnie cała energia, nie miałam siły podnieść się z łóżka a moje samopoczucie było bliskie załamania. Dwa tygodnie w łóżku i poruszanie się po domu jak ćma z kompletnym brakiem orientacji. Wyniki krwi, które zrobiłam w międzyczasie wykazały obniżenie płytek krwi poniżej jakiegokolwiek krytycznego poziomu. Leukocyty i inne parametry również bliskie zera. Chemia zrobiła spustoszenie w moim organizmie. Było ze mną bardzo źle. Na szczęście po dwóch tygodniach organizm zaczął się regenerować. Wszyscy odetchnęliśmy. Akurat nadszedł czas rezonansu magnetycznego. Po jego wykonaniu okazało się, że przyjmowana chemia nawet nie zauważyła glejaka a co dopiero mówić o jego zatrzymaniu, bądź regresji.

Wszystkie objawy i wynik rezonansu został przesłany do Warszawy. Pani doktor natychmiast przerwała chemioterapię i nie pozwoliła jej dokończyć. Kolejna dawka po prostu by mnie zabiła. Pani doktor zadecydowała, że na czas kolejnego rezonansu nie będziemy podejmować kolejnej terapii a wynik pokaże czy glejak wykazuje własności rozrostowe czy jego rozrosty są nieistotne. Kolejny rezonans w czerwcu. Oj ... modlę się każdego dnia o to, abym nie musiała przechodzić kolejnej chemioterapii. Bardzo się jej boję.

Nie traciłam czasu w tym okresie oczekiwania na kolejny rezonans. Natrafiłam na Klinikę w Gdańsku, która kompleksowo zajmuje się pacjentami onkologicznymi i chorymi na boreliozę. Trafiliśmy do doktora, który przed wizytą zlecił mi wykonanie badań krwi i moczu, o których nawet nie słyszałam, że można wykonywać. Po wykonaniu wszystkich badań i posiadając wyniki około trzydziestu parametrów trafiliśmy do Gdańska. Podczas konsultacji medycznej, która trwała około półtorej godziny opowiedziałam swoją historie choroby a następnie pan doktor sprawdził wszystkie parametry i na ich podstawie zdiagnozował wysokie niedobory witamin, mikroelementów i substancji odpowiadających za prawidłowe funkcjonowanie organizmu. Ustaliliśmy również plan działania, aby po pierwsze doprowadzić organizm do stanu, w którym nic nie będzie przeszkadzało mu w walce z nowotworem a po drugie zastosować metodę zmniejszającą ekspansję nowotworów. Metoda ta to wlewy z syntetycznej (czystej) kurkuminy. Wyniki badań na komórkach (in vitro) oraz na zwierzętach są bardzo obiecujące. Przeprowadzono również wstępne etapy badań klinicznych, tzn. na ludziach. W Polsce również kurkumina była badana - w PAN w Warszawie w Instytucie Nenckiego. Więcej na ten temat można przeczytać m.in. w tych publikacjach:

Zaraz po konsultacji pan doktor zaprowadził mnie do pani dietetyk, aby dobrać dietę ketogeniczną, która pozbawiona jest wszelkiego rodzaju węglowodanów. Pani dietetyk wyjaśniła, że glejak odżywia się węglowodanami więc wyeliminowanie ich z diety pozbawi glejaka pokarmu. Węglowodany zastąpione są oliwami, z których ciało ludzkie jest w stanie czerpać energię a glejak nie posiada takich zdolności.

Jak się dowiedziałam, na początku trzeba ciało do tego pobudzić bo po prostu jest leniwe i najchętniej wyciągałoby energię z węglowodanów, które bezpośrednio wchodzą w reakcję spalania wewnątrzkomórkowego. Samodzielne ułożenie diety ketogenicnzej jest bardzo trudne dlatego wymaga pomocy specjalistów, w tym przypadku dietetyka onkologicznego. Zaraz po wizycie u dietetyka pan doktor zlecił wykonanie wlewów z witaminą B12, właściwie B kompleks oraz domięśniowo zastrzyk z witaminą D3. Zostałam również uzbrojona w szereg suplementów uzupełniających niedobory takich składników jak aminokwasy, probiotyki i witaminy. Obecnie wprowadzam dietę keto w życie. Nasz plan to doprowadzić ciała ketonowe do poziomu 2,4 (zdrowy przeciętny człowiek ma 0,4). To znak, że ciało nauczyło się pobierać energię z tłuszczy. Za około dwa tygodnie jadę do Kliniki po pierwszą dawkę wlewu z kurkuminy.

Jestem bardzo zadowolona z wizyty w Gdańsku. Weszły we mnie nowe siły i pojawił się uśmiech na buzi. Gdyby nie to, że nie mam za dużo sił skakałabym do chmur. Ale i tak dbam o sprawność fizyczną. Staram się w domu gimnastykować i jak jest dobra pogoda wychodzę na długi spacer z kijkami. Jedyne co mi doskwiera i wygląda na to, że już nigdy nie powróci, to rozpoznawanie liter liczb i kojarzenie. Bardzo trudno jest mi porozumiewać się nawet z najbliższymi. Listy, które tu zamieszczam (pewnie się domyślacie) pisze mój mąż, który przez to, że przeszłam na dietę keto otrzymał dodatkowe obowiązki. Ja nie jestem w stanie przygotować sobie posiłku, który wymaga obsługi wagi i czytania przepisów.

Dzieci dostarczają mi codziennie wiele radości. To cud, że udało mi się urodzić dwoje cudownych dzieci, tak właściwie pomiędzy nawrotami choroby. Teraz ładna pogoda więc zamierzam wiele godzin i kilometrów spędzić na ścieżkach marszowych i rowerowych.

Kochani jak zawsze dziękuję za wasze maile, pamięć i słowa otuchy. Dziękuję, za każde dobre słowo i modlitwę, którą odczuwam każdego dnia.

Bardzo serdecznie wszystkich Was ściskam i jak tylko wykonam kolejny rezonans (czerwiec) napiszę jak radzi sobie mój organizm i jak się czuję na diecie ketogenicznej. Rezonans pokaże również wpływ wlewów z kurkuminy. Nie ukrywam, że bardzo na nią liczę. :-).

Serdecznie pozdrawiam Anna Wiktorowska z rodziną.

23.12.2017 r.

Witajcie Kochani!!!

Jutro Wigilia Bożego Narodzenia i z tej okazji ślę życzenia Wszystkim Wam wspaniałym ludziom, którym nie jest obojętny ból i słabość innych. Życzę przede wszystkim zdrowia, bo wiem jakie to ważne, ale również spełnienia marzeń i odwagi, aby te marzenia nazwać a następnie je zrealizować. Niech każdy odnajdzie choć odrobinę ciepła, którego mu brakuje na co dzień.

Kochani zacznę od wiadomości z Monachium. Otóż po przeanalizowaniu wszystkich rezonansów, opisów i wszelakich parametrów medycznych okazało się, że mój mózg jeszcze nie doszedł do siebie po wcześniejszej radioterapii. Obrzęk utrzymuje się na podobnym poziomie i kolejna dawka promieniowania w tym momencie doprowadziłaby do martwicy mózgu. Byłam uprzedzana, że opóźnienie może troszkę potrwać, ale gdzieś w podświadomości wierzyłam, że jestem już na to gotowa.

Obecnie jestem pod opieką pani doktor onkolog z Warszawskiego Centrum Onkologicznego. Pani doktor przygotowała plan leczenia i jestem w trakcie kolejnej chemioterapii. Decyzja o kolejnej chemioterapii zapadła po tym, jak się okazało, że glejak znowu daje znać o sobie i zaczynają się delikatne rozrosty i ekspansja na zdrowe komórki. Towarzyszy temu ból głowy, ale co jest dla mnie bardziej przykre już w ogóle nie radzę sobie z czytaniem i pisaniem. Nie rozpoznaję liter ani cyfr. Moja mowa również jest bardzo zniekształcona. Chcąc powiedzieć nawet najprostszą rzecz wypływają mi z buzi zupełnie inne słowa nie mające sensu. Nie jest to dla mnie łatwe i nie mogę tego zaakceptować. Są chwile dużego załamania i poczucie wielkiej bezsilności. Najbliżsi wiedząc o moich kłopotach próbują mi czytać w myślach i dokańczać moje zdania bądź myśli. Człowiek nie mający takich kłopotów nawet nie zdaje sobie sprawy jak skomplikowana jest komunikacja w sytuacji, gdy mózg wie co chcę powiedzieć ale słowa wydobywające się z buzi w żaden sposób nie oddają tego co jest w myślach.

Pierwsza połowa grudnia była dla mnie bardzo intensywna. Na początku pojechałam na rezonans magnetyczny do Gdańska do świetnego ośrodka w Centrum Medycznym na Dębinki. Tym razem badanie było dłuższe, ponieważ przy okazji rezonansu miałam robione badanie DTI traktografia, która w bardzo czytelny sposób obrazuje ułożenie włókien nerwowych w mózgu. Po uzyskaniu wyników pojechałam do Warszawy do Centrum Onkologii. W Warszawie miałam jeszcze jedną konsultację u profesora neurochirurga onkologicznego. Kilka dni później pojechałam do Katowic, aby odwiedzić i skonsultować moją sytuację z profesorem, który od początku zgodził się konsultować mój przypadek. Tam dowiedziałam się o metodzie leczenia glejaków stosowanej w USA. Jest to Tumor Treating Fields Therapy (Optune) for Recurrent Glioblastoma. Metoda, która zaczyna pojawiać się również w krajach Unii Europejskiej. Jednym z ośrodków jest klinika w Niemczech. Jest to metoda, która podobnie do radio czy protonoterapii bazuje na wykorzystaniu fal elektromagnetycznych, które oddziałują na komórki mózgu zaatakowane przez glejaka, lecz mniejsze dawki podawane przez dłuższy czas nie uszkadzałyby mózgu. Po konsultacjach medycznych profesorowie doszli do wniosku, że skoro jeszcze nie można skorzystać z protonoterapii a glejak zaczął być znowu aktywny i nie ma na co czekać – warto rozważyć zastosowanie TTFT Optune. Koszt metody Optune jest porównywalny z leczeniem protonoterapią. Jeden z profesorów powiedział, że zajmie się tą sprawą i oceni jaka jest szansa sprowadzenia tej metody dla mnie. Gdy poznam jakiekolwiek szczegóły od razu o nich napiszę.

Za to nic się nie zmieniło pod względem mojego zamiłowania do snu. Jeżeli mnie głód wcześniej nie obudzi to mój dzień zaczyna się około 9.00. Wiem wielu z Was również chciałoby tak poleniuchować :-). Oczywiście po obiedzie również godzinka czy dwie są moim nieodłącznym rytuałem. Nie zapominam o suplementacji, które zwiększają moją odporność i muszę się przyznać, że wszyscy wkoło maja katary, kaszle, ostatnio mój syn przyniósł zapalenie oskrzeli a może i płuc a ja nawet kataru nie złapałam. Cieszę się bo sama widzę, że moje ciało nadal chce walczyć i dobrze ze mną współpracuje. W czasie kiedy dzieci i mąż wychodzą z domu realizując codzienne obowiązki czas upływa mi na bardzo przyjemnej dla mnie czynności. Okazało się, że mam talent do wyszywanek, szczególnie polubiłam haft krzyżykowy a prace, które już zrobiłam zdobią moją sypialnię i cieszą oko zaraz po przebudzeniu. Jestem z siebie bardzo zadowolona widząc efekty mojej pasji.

Moi Kochani Wigilia to dla mnie wyjątkowy okres. Mam możliwość przebywać z rodziną, której tak potrzebuję a na co dzień obowiązki czy odległości nie pozwalają na częste kontakty. W takich chwilach przychodzi moment wzruszenia i myśli, że chciałoby się tak jeszcze wiele lat spotykać. Wszystko w rękach Boga. Moi drodzy cieszcie się każdą chwilą i nie traćcie czasu na zbędne kłótnie i nieporozumienia.

Kochani jeszcze raz życzę Wam wszystkiego co najlepsze i spełnienia wszystkich najskrytszych marzeń tych wypowiedzianych i tych, które gdzieś tam czają się w zakamarkach umysłu.

Serdecznie pozdrawiam i ślę tysiące uścisków i uśmiechów i jak zawsze dziękuję Wam za Wasze ciepłe słowa i modlitwę. Anna Wiktorowska z rodziną.

14.10.2017 r.

Witajcie Kochani!

Dziś Dzień Edukacji Narodowej i z tej okazji chciałabym złożyć serdeczne życzenia moim wspaniałym nauczycielom, których spotkałam na swojej drodze. To dzięki Waszej pracy odnalazłam drogę do spełnienia marzeń związanych z nauką języków obcych i podróżowania.
Szczególne podziękowania kieruję do Pani Iwonie Sławeckiej - moje wychowawczyni z liceum :-):-):-)
Sama 14 lat pracowałam w bardzo dobrym liceum w Koszalinie i troszkę łezka kręci się w oku wiedząc, że nie będę mogła wrócić do zawodu. Chociaż wszyscy mi mówią, żebym nigdy nie mówiła nigdy ponieważ Cuda się zdarzają :-) Zrządzenie losu – ukończone dwie filologie: rosyjska i angielska, a dziś nawet z językiem polskim mam duże kłopoty. Dobrze, że chociaż najbliżsi mają cierpliwość i starają się czytać w moich myślach. Są dni, kiedy mówienie idzie mi całkiem nieźle – to dzięki ciężkiej pracy i ćwiczeniom, które wykonuję u Pani doktor neurologopety w naszym szpitalu. I tutaj wielkie dziękuję Pani Agato. Staram się chodzić na ćwiczenia codziennie, niestety moje samopoczucie i ból głowy przeszkadzają w systematycznym ćwiczeniu.

Wrześniowy rezonans magnetyczny głowy wykazał lekkie wzmocnienia, lecz na szczęście nie zauważono żadnego rozrostu nowotworu.

Przez ostatnie dni zbierałam całą dokumentację medyczną. Tłumacz przysięgły przetłumaczył wszystkie opisy wyników rezonansu i wszystko razem wysłałam do Monachium do kliniki protonoterapii. Od poprzedniej radioterapii minęło już 14 miesięcy. Profesorowie mają ocenić moją kondycję i przygotować wstępny plan działania. Trzymajcie mocno kciuki, abym w następnym wpisie miała dobre wiadomości.

Staram się dbać o swoją kondycję fizyczną, i jak tylko pogoda pozwala wychodzę na długie spacery. Mamy jesień i nie wiem jak u Was, ale w Koszalinie można znaleźć prawdziwą złotą jesień. Tysiące kolorów, kasztany i zapach owoców w sadzie. Od razu pojawia mi się uśmiech na buzi wiedząc, że mogę cieszyć się kolejnym pięknym dniem.

Moi Kochani jak zawsze bardzo dziękuję za ciepłe słowa i modlitwę. Każdego ranka, gdy otwieram oczy czuję Wasze wsparcie i odnajduję siłę na codzienną walkę.

Bardzo serdecznie pozdrawiam Anna Wiktorowska z rodziną.

29.08.2017 r.

Witajcie Kochani!!!

Wakacje zbliżają się ku końcowi, a i wieczory stają się już chłodne, ale ja mam dla Was ciepłe i dobre informacje. Dwa dni temu skończyłam dwunastą serię chemioterapii jak zawsze ostatnie dni dały mi w kość, ale szybko doszła do siebie i mogę się z Wami podzielić jak minęły mi ostatnie dwa miesiące.

Lipiec był miesiącem odpoczynku i leniuchowania, krótkie spacery i dużo snu, zresztą pogoda nie nastrajała do większego wysiłku tym bardziej, że moja głowa działa jak barometr. Każda zmiana pogody nie wpływa dobrze na moje samopoczucie i zwiększa się ból głowy. Na szczęście przyszedł sierpień, a z nim ładna pogoda. I tu miła niespodzianka udało mi się wyjechać z rodziną na kilkanaście dni urlopu. Siostra ma domek na wsi w centralnej Polsce, gdzie z dziećmi rozbiliśmy namiot i spędziliśmy miłe dni i noce na świeżym powietrzu. Ciepłe noce i wspomnienia z dzieciństwa, gdy z rodzicami spędzałam wakacje pod namiotem, pozwoliły mi nie tracić uśmiechu. Dzieci również były kochane i potrafiły grzecznie spędzać czas. Te parę dni wśród zieleni i zapachu pól, łąk, lasu, jak również piękne gwieździste niebo naładowały moje akumulatory na kolejną walkę z moim „wrogiem”. Po paru dniach dojechał do nas mąż i udało nam się wyskoczyć na parę dni do Jury Krakowsko – Częstochowskiej. Będąc małą dziewczynką czytałam o Szlaku Orlich Gniazd i właśnie teraz udało mi się zobaczyć choć część ruin zamków, a Maczuga Herkulesa koło Pieskiej Skały przestała być tylko ilustracją z podręcznika do geografii:-) Jestem bardzo szczęśliwa, że udało się nam spędzić rodzinne wakacje. Niestety nie obyło się też bez słabszych dni. Dwa ostatnie były dla mnie ciężkie. Najpierw zatrucie pokarmowe potem osłabienie organizmu i w rezultacie atak epilepsji, który położył mnie do łóżka na dwa dni. Dzisiaj już jest lepiej, czuję się dobrze i zbieram siły, aby wyprawić dzieci do szkoły i przedszkola. Czeka mnie jeszcze badanie kontrolne rezonansu magnetycznego w Gdańsku, aby ocenić zmiany nowotworu. Jak zawsze towarzyszą temu obawy, ale staram się nie okazywać ich zbyt wiele najbliższym, którzy myślą teraz o rozpoczęciu roku szkolnego. Jak tylko będą wyniki rezonansu podzielę się nimi z Wami.

Ciepłe słowa, które płyną od Was jak zawsze dostarczają mi sił i energii. Dziękuję również za wszelkie sugestie i informacje o terapiach stosowanych przy walce z glejakiem. Mam bardzo dużo sił wiedząc, że tak wiele osób myśli i modli się o moje zdrowie. Bardzo Wam wszystkim dziękuję i serdecznie pozdrawiam.

Ania Wiktorowska z rodziną.

Dołączam do profilu, kilka nowych zdjęć z wakacji.

15.06.2017r.

Witajcie Kochani!!!

Chciałabym się podzielić z Wami kolejnymi informacjami dotyczącymi naszej walki z niechcianym intruzem w mojej głowie. Na początku chciałabym powiedzieć, że od sześciu miesięcy rezonanse magnetyczne (które miałam wykonywane dwa razy w odstępie trzech miesięcy) nie wykazały rozrostu nowotworu :-) co znaczy, że chemioterapia działa i w niewielkim stopniu ale zawsze zaczęła zamieniać komórki glejowe w martwe zwapnione struktury. To bardzo dobra wiadomość szczególnie, że zmniejszył się również obrzęk mózgu.

Po zakończeniu sześciomiesięcznej chemioterapii uzupełniającej onkolodzy stwierdzili na podstawie rezonansów, że widoczne zmiany są bardzo zadowalające i postanowili wprowadzić kolejną sześciomiesięczną chemioterapię. Nie ukrywam, że na początku byłam troszkę zaniepokojona tą informacją wiedząc jak chemia wyniszcza moje ciało i jak źle się czuję pod koniec cyklu jej przyjmowania, i zaraz po. Pojechałam do Warszawy, aby skonsultować podejmowane kroki „moich” onkologów. Okazało się, że warszawscy profesorowie byli tego samego zdania a jednocześnie byli pod wrażeniem jak pozytywnie zmienił się obraz mojej głowy przez ostanie miesiące. Mnie również to ucieszyło, szczególnie, że czytając opracowania naukowe medyczne i opracowania statystyczne dotyczące mojego schorzenia nie były one obiecujące. Tym bardziej się cieszę i staram się korzystać z życia każdego dnia. Nieodłącznie pomagają mi w tym moi najbliżsi a w szczególności takie dwa kochane dzieciaczki, które dostarczają uśmiechu i dobrego humoru każdego dnia.

Nie zapominam również o suplementacji. Chciałabym podzielić się z Wami, że kilka miesięcy temu napotkałam artykuł o dobrym wpływie czyru (guz brzozy) podczas walki z nowotworami a w szczególności glejakami. Postanowiłam to sprawdzić na własnej skórze. I powiem szczerze, że przez ten okres kilku miesięcy codziennego picia naparu z czyru moja odporność znacznie się poprawiła a krew szybko się regeneruje po chemioterapii. Jestem pewna, że natura jest w stanie mam pomóc w walce z nowotworami.

Prawie codziennie pracuję z logopedą, ponieważ mam duże trudności z mówieniem i czytaniem. Afazja niestety nie pozwala mi na czytanie książek, które tak bardzo lubiłam a i pisanie nie należy do moich mistrzowskich umiejętności, ale co tam można z tym żyć :-) czasami tylko wychodzą nieporozumienia jak staram się komuś na przykład w sklepie wytłumaczyć ile i co chciałabym kupić. Większość sprzedawców jest wyrozumiała, ale spotkałam się również z tym jak śmieją się ze mnie sprzedawczynie. Troszkę to przykre, ale się nie załamuję no może kilka łez poleci mi po policzku, ale nie mówcie tego nikomu :-).

Obecnie zostały mi jeszcze trzy cykle chemioterapii, a przed nami wakacje. Nie ukrywam, że snuję małe plany na krótki wyjazd z rodziną w góry, które tak bardzo lubię. Trzymajcie kciuki, aby wszystko się udało i moje samopoczucie było na takim poziomie jak teraz i pozwoliło na wyjazd.

Wszystkich Was bardzo mocno ściskam i jednocześnie dziękują za miłe słowa i siłę, którą mi przesyłacie, a którą ja odczuwam każdego dnia.
Dziękuję, że jesteście i zawsze można na Was liczyć.

Serdecznie pozdrawiam Anna Wiktorowska z rodziną.

15.04.2017r.

Dzień dobry Kochani!!!

Okres świąteczny i można troszkę odpocząć. Ania czuje się bardzo dobrze z dnia na dzień jest lepiej. Po zakończeniu 6 miesięcznej chemioterapii uzupełniającej pojechaliśmy do Gdańska na rezonans magnetyczny. I tu wielka niespodzianka pierwszy raz rezonans nie wykazał rozrostu glejaka a dodatkowo komórki glejowe zaczęły zamieniać się w zwapniałą strukturę. Jednym słowem umierają – oczywiście razem z glejakiem umierają też zdrowe komórki, ale pierwszy raz badania przyniosły dobre wiadomości. Onkolodzy widząc wynik postanowili przedłużyć chemioterapię o kolejne 6 miesięcy. Onkolog prowadzący powiedział, że trzeba sprawdzić czy to chemioterapia przynosi efekty czy był to jednorazowy objaw. Po trzech cyklach to znaczy na początku maja jedziemy ponownie do Gdańska i wtedy się okaże jakie zmiany w mózgu zachodzą. Ania dobrze sobie radzi z chemioterapią. Ostatnie dni są trudne, gdy odchodzą siły, ale poza tym Ania jest pozytywnie nastawiona. Dodatkowo Ania pracuje z neurologopedą. Jak ma siły to i pięć dni w tygodniu uczy się od nowa liczb i słów, które uciekają wraz z niszczeniem komórek mózgowych. Ale jest bardzo dzielna i co dziennie jest uśmiechnięta. Świadomość jest pełna tylko ta mowa. Ale co tam z tym można żyć :-).

Tak, że protonoterapia musi jeszcze poczekać. Lekarze mówią, że przy takim schorzeniu nie ma możliwości zaplanować czegoś na jakiś czas do przodu. Ale świadomość, że fundacje są gotowe i są jeszcze inne metody podnosi na duchu.

Kochani wszystkiego co najlepsze niech okres świąteczny przyniesie wszystkiego czego sobie zamarzycie. Spokoju, zdrowia radości i uśmiechu każdego dnia.

W maju po powrocie z Gdańska napiszemy jak wygląda sytuacja.

Ania Wiktorowska z rodziną.

17.02.2017r.

Dzień dobry,

nazywam się Ania Wiktorowska, mam 38 lat, jestem mężatką i szczęśliwą mamą dwojga dzieci: rezolutna Lidia ma 10 lat, a Kajtuś jest wesolutkim czterolatkiem. Od czternastu lat pracuję jako nauczyciel języków angielskiego i rosyjskiego, jestem również tłumaczem przysięgłym. Bardzo lubię pracę z młodzieżą, przynosi mi ona wiele satysfakcji. Mogę pochwalić się wieloma sukcesami moich wychowanków, na olimpiadach i konkursach. Organizowałam wyjazdy do zaprzyjaźnionych szkół w Rosji. Bardzo lubię język rosyjski i cieszy mnie, kiedy moi uczniowie również zaczynają go lubić.

Jako dziecko i nastolatka byłam leczona na epilepsję, był to bardzo trudny okres w moim życiu, omijało mnie wiele radości typowych dla tych lat. Kiedy nagle wszystkie ataki ustały moje życie wróciło do normy. Okres radosny trwał wiele lat, bo aż piętnaście. Skończyłam studia, wyszłam za mąż, urodziłam dzieci i nic nie zapowiadało, że choroba może powrócić.

W 2014 roku wykonano mi badanie MRI, które miało wyjaśnić przyczynę ponownych napadów padaczkowych. Wyniki wskazały dysplazję kory mózgu, jednak były na tyle niejasne, że zakwalifikowano mnie do biopsji, która nie wykazała zagrożenia rakiem. Mimo podjętego leczenia przeciwpadaczkowego i pozornie dobrych wyników, mój stan się pogarszał. Powróciły napady z większą częstotliwością, pojawiły się poważne problemy z mówieniem. Pogłębiająca się afazja spowodowała, że nie będę mogła wrócić do pracy w szkole, ale nie wykluczyła mnie z życia zawodowego całkowicie. Od zawsze lubiłam towarzystwo osób starszych, czerpiąc wiedzę z ich doświadczeń i mądrości życiowej, dlatego chciałam rozpocząć pracę z seniorami.

Niestety... Ostatni miesiąc to biopsja i wynik: nowotwór glejopochodny odpowiadający gwiaździakowi o wyższym stopniu złośliwości histologicznej, astrocytoma anaplasticum (WHO grade III).

Kochani chciałabym Was wszystkich poinformować, że dzięki Waszej pomocy udało mi się zebrać odpowiednią ilość funduszy na leczenie zagraniczne. Poniżej umieszczam podziękowania, które udało mi się umieścić na portalach internetowych w prasie w radio i audycji telewizyjnej.

"Serdeczni przyjaciele, znajomi oraz Wy wszyscy anonimowi darczyńcy - z największą radością chciałabym powiedzieć, że udało nam się zebrać potrzebną kwotę na moje leczenie. Olbrzymi zapał i zaangażowanie nieformalnych grup, dzięki którym Koszalin i jego mieszkańcy mogli uczestniczyć we wspaniałych wydarzeniach artystycznych, sportowych i kulinarnych spowodowało otwarcie tysięcy serc, które zechciały wspomóc moją walkę z nowotworem złośliwym mózgu. Otrzymałam od Was nie tylko pomoc materialną, ale również olbrzymi zasób pozytywnej energii i dobroci, za którą dziękuje i będę dziękować każdego dnia. Mam nadzieję, że będę miała wystarczająco dużo czasu, aby spłacić otrzymane dobro – dobrem dla innych równie potrzebujących, proszących o pomoc. Chciałabym podziękować wszystkim, dzięki którym mieszkańcy Koszalina jak i Polski dowiedzieli się o mojej walce. Szczególne podziękowania należą się nieformalnej grupie o największych sercach świata czyli „Bo jak nie my to kto”, olbrzymie podziękowania należą się koszalińskim belfrom z grupy „Zgrani dla Ani” oraz fundacjom, na które mogłam liczyć każdego dnia czyli „Pokoloruj Świat”, „Alivia”, „Caritas Polska”. Wielkie podziękowania płynące z serca kieruję dla mojej rodziny, która każdego dnia wspiera mnie w walce z chorobą. Podziękowania kieruję do wszystkich, na których mogłam i mogę liczyć i do tych którzy swoimi posiłkami przez cały wrzesień rozpieszczali podniebienia naszych dzieci i paniom które opiekowały się w przedszkolu moim synkiem podczas, gdy przebywałam przez sześć tygodni w Gdańsku przechodząc radio i chemioterapię. Wielkie podziękowania dla „Koszalińskiej Akademii Karate” na którą zawsze można liczyć. Jednak największe podziękowania kieruję do wszystkich dzieci, które wyciągały swoje pieniążki ze skarbonek i pomagały nam uzbierać potrzebną kwotę. Przepraszam tych wszystkich, których nie wymieniłam a swoimi działaniami wspierali nasza akcję. Kierując do Was wszystkich wielkie dziękuję. Oprócz podziękowań chciałabym również poinformować Was o moich najbliższych i późniejszych planach związanych z leczeniem. Pewnie już wiecie o moim sześciotygodniowym pobycie w Gdańsku ratującym życie. Trafiłam do Gdańska w lipcu w bardzo złym stanie. Lekarze oddziału onkologicznego podjęli leczenie wprowadzając bardzo agresywną chemio i radioterapię. Codzienne badanie krwi i ogólnego stanu zdrowia pozwalały ocenić czy mój organizm radzi sobie z wprowadzoną terapią. Udało się - terapię zakończyłam 31 sierpnia i jeszcze tego samego dnia wróciłam do Koszalina. Niestety agresywna terapia ratująca życie wyniszczyła mój organizm i wykluczyła mnie na wiele miesięcy z protonoterapii. Obecnie odbudowuję swoją odporność i wszystkie brakujące krwinki terapiami wspomagającymi. Za dwa miesiące będę miała rezonans magnetyczny głowy, który oceni wpływ gdańskiej radio i chemioterapii. Dodatkowo za kilka dni przejdę badania mające na celu stwierdzenie czy będę potrzebowała dodatkowej chemioterapii. W tym momencie mając zabezpieczenie finansowe na zagraniczne leczenie potrzebuję dobrej energii i modlitwy, aby mój organizm odbudował się i był gotowy na kolejne ratujące życie terapie. Jeszcze raz wszystkim bardzo dziękuję i obiecuje, że będę Was informowała o postępie w leczeniu. Serdecznie pozdrawiam."

Ania.

 

Galeria

Wypłaty (suma: 58886.34 zł)

Zebrane środki zostały wykorzystane na następujące wydatki:

16.10.2018 - 53764.01 zł

13.06.2018 - 1370.00 zł
- kategoria wydatków: środki farmakologiczne

04.05.2018 - 1087.00 zł
- kategoria wydatków: środki farmakologiczne, badania diagnostyczne

29.09.2016 - € 601.60
- kategoria wydatków: środki farmakologiczne, konsultacje medyczne

Wspierający

Największe darowizny

Anonimowy 2 lata temu 5000 zł

Anonimowy 2 lata temu 1000 zł

Anonimowy 2 lata temu 1000 zł

Anonimowy 2 lata temu 1000 zł

Anonimowy 2 lata temu 1000 zł

Anonimowy 2 lata temu 1000 zł

Anonimowy 2 lata temu 1000 zł

Anonimowy 2 lata temu 1000 zł

Anonimowy 2 lata temu 1000 zł

Anonimowy 2 lata temu 1000 zł

Ta strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcejRozumiem