Joanna Popiela-Dudek

Joanna Popiela-Dudek, Kraków

Numer skarbonki: 110850
Zbiórka pieniędzy na nierefundowane leczenie.
zebrano:
212 084 zł
47%
cel zbiórki:
450 000 zł

Historia

Pamiętam tamten wtorek - 08.09.2015 – diagnoza: rak piersi. Niedowierzanie, strach… Jak to? Mam 37 lat i dwóch małych synków - Jacuś ma 3 lata, a Krzyś 5.
Pamiętam moją pierwszą chemię - w sobotę. Dwa tygodnie później włosy wychodziły mi garściami, całkowicie je zgoliłam. Jacuś stwierdził "mama brzydka, obrzydliwa" - potem wszyscy się przyzwyczailiśmy. 

Druga chemia w rocznicę ślubu. Dużym podparciem jest dla mnie mama, która również zachorowała na raka piersi w wieku 42 lat i żyje już 30 lat. Myślałam, "byle wszystko przejść i będzie dobrze…". Przeszłam mastektomię oraz kolejne 6 chemii. Niestety wyniki histopatologiczne nie były zbyt optymistyczne: zajęte 10 węzłów chłonnych na 15 oraz informacja, że ta postać jest agresywna - ma receptory HER2++ przez co moje leczenie przedłuży się o rok. Znowu łzy, załamanie, ale trzeba walczyć dalej… Ostatnią chemię otrzymałam w Dniu Kobiet. 3 tygodnie przerwy i codzienna radioterapia. Zawoziłam dzieci do przedszkola, jechałam na radio i tak przez 5 tygodni. W trakcie radio kolejne stresy - podczas badania TK wykryto u mnie zmianę w wątrobie o wielkości 8 mm. Dostałam skierowanie na PET i rezonans magnetyczny, żeby zbadać czy nie ma innych przerzutów.

W dniu 38 urodzin wysłałam tatę po wyniki z nadzieją, że dostanę najważniejszy prezent – nic nie będzie „świeciło”. Okazało się, że wszystko jest w porządku. Moje żyły mówiły dość, ale ja walczyłam dalej. Trzeba tylko przetrwać leczenie, zacząć i zakończyć kolejny etap. Immunoterapia Herceptyną - 18 wkłuć, 18 kroplówek. W maju 2017 roku, po 18 miesiącach zakończyłam leczenie. Została tylko pięcioletnia hormonoterapia (tamoxifen), ale to już tylko 1 tabletka dziennie.

Ze względu na zmianę w wątrobie w lipcu kolejny PET (wszystko w porządku) i TK w listopadzie, po którym okazało się, że zmiana na wątrobie to naczyniak. Odetchnęłam z ulgą. Mama mówi żebym nie robiła więcej badań - "po co się ciągle naświetlać, jesteś już ZDROWA". W lutym poczułam dolegliwości w prawej nodze i poprosiłam onkologa o skierowanie na scyntygrafię. Znowu wszystko w porządku. Pojechaliśmy z rodziną na ferie - śnieg, narty, miło spędzony czas. Po powrocie z ferii bóle kręgosłupa nie do wytrzymania raz z prawej, raz z lewej strony. Nie przejmowałam się, bo scyntygrafia była w porządku. Nawet nie podejrzewałam, że rak znowu powrócił. Następnie zdrętwiała mi dolna warga.

Koleżanka neurolog siłą zaciągnęła mnie do szpitala. Diagnoza - rozsianie raka po wszystkich kościach, liczne zmiany osteolityczne i liczne zmiany w wątrobie. Świat się zawalił. Znowu chemia, tym razem w tabletkach…Teraz nie można już raka pokonać - tylko co najwyżej wstrzymywać, dopóki tabletki będą działać.

Mój siedmioletni synek (który czasami ma złe sny) powiedział, że wolałby przez 10 lat mieć koszmary senne, żebym tylko wyzdrowiała. Chciałabym jak najdłużej żyć, nie odbierać dzieciom szczęśliwego dzieciństwa. Staram się z nimi jak najwięcej spędzać czasu - na tyle, na ile pozwala mi chemia. Nie chciałabym, żeby zapamiętali mnie jako tylko leżącą mamę. Jednak skutki leczenia niestety nie pozwalają mi na taką aktywność jak dawniej.

W takim przypadku jak mój na świecie podejmuje się inne leczenie - bardziej skuteczne i o mniejszych skutkach ubocznych, niestety w Polsce nie jest ono refundowane… KADCYLA to lek, który przedłużyłby moje życie. Koszty leczenia niestety przekraczają możliwości moje oraz mojej rodziny. Wynosi on około 450 000 zł.
Proszę pomóżcie przedłużyć moje życie.

Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie. 

Galeria

Dziennik

Kochani jeszcze raz bardzo dziękuję za Waszą ogromną pomoc. Przepraszam, że dawno się nie odzywałam, ale głównie jest to spowodowane leczeniem jakie przechodzę (stałe przebywanie na onkologii, a po kolejnej dawce zbieranie się powolne do życia i do kolejnej dawki) oraz zajmowanie się moimi chłopakami, żeby nie kojarzyli mamy głownie z leżeniem... chociaż niestety ostatnio tak jest... Mój młodszy syn stwierdził, że mama jest bezrobotna bo nic nie robi... mocno mnie to zabolało... Niestety dzieci mówią to co widzą, a ja tak bardzo chciałabym wrócić do pracy... tyle lat ciężkich studiów i robienie specjalizacji po to aby teraz siedzieć w domu... czytać książki... ale cóż trzeba walczyć może jeszcze uda mi się powrócić
Od 04.2018-01.2019 byłam na chemioterapii paliatywnej-lapatynib+kapecytabina, która niestety przestała działać. Od marca 2019 byłam na cis-platynie+cyklofosfamid- ostatnia tomografia wykazała niestety progresje w wątrobie oraz nowe zmiany w płucach... także od wczoraj jestem na palitakselu oraz gemcytabinie. I tak kochani ponownie powrócił temat KADCYLI Lekarze powiedzieli, że w styczniu podejmą decyzję... Także zwracam się ponownie z gorącą PROŚBĄ o wsparcie tej zbiórki bo jak podadzą mi Kadcyle to pieniądz szybko zaczną się pomniejszać na moim koncie. Bardzo proszę o wpłatę

Bardzo dziękuję wszystkim za zaangażowanie w zbiórkę... Wiele to dla mnie znaczy że tylu przyjaciół, znajomych i nieznajomych; ) myśli o mnie w tych trudnych chwilach i ruszyła z pomocą... Dziękuję bardzo

Wypłaty (suma: 774.8 zł)

Zebrane środki zostały wykorzystane na następujące wydatki:

24.05.2019 - 774.80 zł
- kategoria wydatków: inne, środki farmakologiczne

Do dyspozycji podopiecznego pozostało: 211 309,74 zł

Wspierający

Największe darowizny

Anonimowy 1 rok temu 20000 zł

Anonimowy 1 rok temu 5500 zł

Anonimowy 11 miesięcy temu 5000 zł

Anonimowy 1 rok temu 5000 zł

Anonimowy 1 rok temu 5000 zł 125

Aśka modlimy się za Ciebie i cała Twoją rodzinę. Jeśli mogę w czymś pomóc daj znać. P.J.

Anonimowy 1 rok temu 5000 zł

Anonimowy 1 rok temu 4000 zł

Anonimowy 1 rok temu 4000 zł

Anonimowy 1 rok temu 2950 zł

Anonimowy 1 rok temu 2500 zł

Ta strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcejRozumiem