Karolina Kopycińska

Karolina Kopycińska, Lublin

Numer skarbonki: 111222
37 lat. Potrójnie ujemny rak piersi. Leczenie 700 km od domu.
zebrano:
6 277 zł
25%
cel zbiórki:
25 000 zł

Historia

Mam na imię Karolina, mam 37 lat. Tak się złożyło, że większość mojego życia spędziłam jako zagorzała singielka. Jednak trzy lata temu poznałam wspaniałego mężczyznę i choć zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi, moje serce niepomne na wrzaski i wierzgania zdrowego rozsądku wywróciło moje życie do góry nogami. Tak zaczęła się walka o powrót do zdrowia Marcina. Kiedy pochłonięta organizowaniem kolejnych kroplówek i wizyt lekarskich dla partnera sama usłyszałam diagnozę - rak piersi - pomyślałam, że to niemożliwe, że przecież to za dużo, co na to statystyka?! Przecież planowaliśmy ślub, dzieci, jeszcze jesteśmy zakochani, przecież tak nie można...

Początkowo miałam mieć wycięty sam guzek i podawane leki z odpowiedniej terapii celowanej. Niestety rezonans magnetyczny wykazał więcej zmian o charakterze złośliwym, na horyzoncie zaświtała więc chemia przedoperacyjna i mastektomia jednej piersi. Następnie rak okazał się potrójnie ujemny – brak terapii celowanej, złe rokowanie, możliwa jedynie chemioterapia. Potrójnie ujemny rak piersi jest zmorą onkologów – często ukrywa się w badaniach obrazowych, diagnozowany jest więc w późnych stadiach, ma wysoką złośliwość, szybko daje przerzuty odległe. To wszystko sprawia, że niewiele kobiet przeżywa 5 lat od momentu diagnozy.

Jedna z moich przyjaciółek mawia: „jedni mają szczęście w kartach, inni mają szczęście w miłości, a ty to masz chyba szczęście w nieszczęściu” – okazało się, że jestem obciążona mutacją genu BRCA1 (podobno nazywają go teraz genem Angeliny Jolie :). Mutacja skutkuje ponad 80% ryzykiem raka piersi w ciągu całego życia i ok. 40% ryzykiem raka jajnika - można więc powiedzieć, że rak był mi pisany - jednak istnieje ośrodek w Polsce, który zajmuje się leczeniem właśnie potrójnie ujemnego raka piersi u nosicielek mutacji BRCA1, i ma niezłe wyniki. W ten sposób moja szansa na wyleczenie wzrosła do ok. 50% - jeśli usunę jajniki.

Tak trafiłam do Szczecina, gdzie prowadzony jest program naukowy oparty o leczenie przedoperacyjne cisplatyną, która jest lekiem starym, bardzo toksycznym, ale daje dobre wyniki w leczeniu raka przy obecnej mutacji BRCA1. Leczenie w ramach programu jest darmowe. Jestem już po pierwszej chemii, którą przyjęłam 27 stycznia. Planowana terapia to cztery chemie z cisplatyny z usunięciem jajników i jajowodów laparoskopowo między drugą i trzecią chemią, następnie mastektomia z jednoczesną rekonstrukcją chorej piersi, kolejne cztery cykle chemioterapii AC i na koniec mastektomia zdrowej piersi, również z jednoczesną rekonstrukcją. A w międzyczasie dużo modlitwy o to, by nie pojawiły się przerzuty...

Niestety, mieszkam w Lublinie i chociaż leczenie jest darmowe, to ponoszę znaczne koszty związane z podróżą i wynajęciem stancji w Szczecinie na czas chemioterapii i leczenia operacyjnego – dla mnie i osoby koniecznej do opieki. Pierwsza wizyta w Szczecinie był to koszt ok. 1350 zł – wróciłam do Lublina zaraz po otrzymaniu chemioterapii, chcąc obniżyć koszty, co niestety zakończyło się gwałtownymi wymiotami w pociągu, odwodnieniem organizmu i większym obciążeniem nerek – i to przy cisplatynie działającej nefrotoksycznie. Kolejny wyjazd będzie znacznie droższy, gdyż z powodu operacji usunięcia jajników będę musiała spędzić w Szczecinie cały okres między drugą i trzecią chemią. Trudno oszacować, jak szybko będę w stanie wrócić do domu po trzeciej i czwartej chemii. Sądzę, że do pierwszej mastektomii koszt dojazdów i pobytu w Szczecinie powinien zamknąć się w kwocie ok. 10.000 zł. Być może, przy odrobinie szczęścia, całe leczenie wyniesie do 25.000 zł.

Od momentu postawienia diagnozy doświadczam ogromnej życzliwości zarówno ze strony najbliższych, jak i dalszych znajomych. Dobry los sprawił, że w tych trudnych chwilach mam przy sobie partnera, który ma ramię zawsze gotowe do zalania litrem łez i worek z powiedzonkami, które rozśmieszają mnie nawet w najczarniejszych chwilach. Nie umiem wyrazić wdzięczności za wszystko, co teraz otrzymuję od innych, onieśmiela mnie hojność otaczających mnie ludzi, i myślę, że niczym sobie nie zasłużyłam na taką dobroć. Tym trudniej mi prosić o więcej. Kwota, która jest potrzebna na tym etapie leczenia, nie jest wysoka, niemniej nie jest dla mnie dostępna. Pragnę podziękować wszystkim, którzy zechcą wspomóc mnie w tej walce. Każda suma jest dobra, każda pomaga zrealizować kolejny krok. A tak przecież dochodzi się do mety.

Darowizny na rzecz leczenia Karoliny można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie. 

Wypłaty (suma: 1345 zł)

Zebrane środki zostały wykorzystane na następujące wydatki:

15.04.2020 - 1345.00 zł
- kategoria wydatków: Faktura za zakup peruki

Do dyspozycji podopiecznego pozostało: 4 932,14 zł

Wspierający

Największe darowizny

Anonimowy 3 tygodnie temu 630 zł

Anonimowy 5 miesięcy temu 500 zł 42

trzymaj się.

Najnowsze darowizny

Anonimowy 3 tygodnie temu 100 zł

Anonimowy 3 tygodnie temu 219 zł

Anonimowy 3 tygodnie temu 55 zł

Anonimowy 3 tygodnie temu 120 zł

Anonimowy 3 tygodnie temu 76 zł

Anonimowy 3 tygodnie temu 37 zł

Anonimowy 3 tygodnie temu 35 zł

Anonimowy 3 tygodnie temu 47 zł

Ta strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcejRozumiem