Katarzyna Niemiec

Katarzyna Niemiec, Rudziniec

Numer skarbonki: 111248
Z Waszym wsparciem mogę walczyć dalej!!!
zebrano:
13 364 zł
3%
cel zbiórki:
350 000 zł

Historia

Do moich znajomych, przyjaciół, nieznajomych, ludzi, z którymi pracowałam, których wspierałam, którzy w tak wielkiej liczbie pisali zawsze pod moimi postami…

Nigdy nikogo o nic nie prosiłam, dzisiaj nadszedł ten czas kiedy okrutna rzeczywistość zmusza mnie, abym poprosiła innych o pieniądze, na to bym mogła żyć.

Mam prawie 42 lata i od 3,5 roku walczę dzielnie z rakiem, rakiem płaskonabłonkowym przełyku z przerzutami do węzłów chłonnych. Ci którzy mnie znają, znają również całą historię mojej choroby, której nigdy nie ukrywałam, i którą zawsze szczerze opisywałam na FB. Opisywałam ją, bo po pierwsze tak łatwiej było mi przejść przez trudne chwile, a po drugie każdy był ciekawy, co się ze mną dzieje. Podczas skomplikowanego leczenia nie byłam w stanie odpisywać każdemu, więc tworzyłam historię swojej choroby na FB. Poprzez swoją historię, dzięki swojej postawie i podejściu do choroby, udało mi się pomóc wielu chorym onkologicznie ludziom, zawsze starałam się pokazywać, że można, że się da, że trzeba walczyć. Aż do dzisiaj, kiedy onkologia w naszym kraju nie daje mi szans, na normalne leczenie.

Jestem po 4 cyklach chemii: 5 FU i cisplatyna, po 7 operacjach (w tym dwóch ratujących życie), po radioterapii w maksymalnej dawce oraz radioterapii stereotaktycznej Cyber Knife. Przez długi czas nie odżywiałam się jak normalny człowiek (nie przełykałam nawet śliny, bo nie miałam przełyku), chodziłam jak cyborg z rurami w brzuchu i wciskałam do nich jedzenie, z tekturową nerką w ręku, do której wypluwałam ślinę w dzień i w nocy.  Na szyi emanowała wielka dziura, z której ciągle wylewały się różne płyny. Byłam łysa, wymiotująca i załatwiająca się krwią, leżałam non stop w szpitalu, bo moje ciało nie goiło się, gniło, miało szereg przetok. Ze wszystkim tym, przy pomocy całego zespołu doc. Zielińskiego w Zakopanem wraz z moimi bliskim sobie poradziliśmy, choć każdy z lekarzy patrzy na mnie jak na cud.

Każdy profesor, u którego drzwi staję, mówi to niemożliwe, że Pani, to ta sama osoba z tej historii choroby. A jednak tak, to ja, udźwignęłam tak wiele, a dzisiaj życie rzuca mi pod nogi kłodę, jaką są pieniądze, a w zasadzie ich brak, na bardzo kosztowną immunoterapię, która jest dla mnie jedynym światełkiem, a niestety w przypadku mojego raka nie jest refundowana. Jeszcze pod koniec zeszłego roku wydawało się, że będzie dobrze. Jedyna zmiana w węźle chłonnym, niestety nieoperacyjna, która potraktowana została „cybernożem”, nie powiększała się. Jednak miesiąc temu, podczas badania przeprowadzonego przy okazji poszerzania przełyku, okazało się, że guz zaczął rosnąć i naciekać na aortę, a także na ujście oskrzela głównego po stronie lewej. Badanie PET potwierdziło nacieki nowotworowe w śródpiersiu z cechami progresji metabolicznej.

W związku z tym, że moja choroba zaatakowała teraz bardzo agresywnie, tworząc szereg nacieków, o których wspomniałam wyżej, po konsultacjach u wybitnych specjalistów, w tym przede wszystkim u prof. Cezarego Szczylika, okazało się, że jedynym ratunkiem dla mnie może być immunoterapia polegająca na podaniu nivolumabu i ipilimumabu. W przeciwnym razie nie pozostaje mi nic innego, jak czekanie na śmierć.

Koszt pierwszej części terapii, polegającej na podaniu 4 dawek obu leków co 3 tygodnie, to około 270.000 zł. Po tym czasie robi się badania kontrolne, które mają wykazać, czy immunoterapia odnosi oczekiwany skutek. Jeżeli badania kontrolne przeprowadzone po 3 miesiącach wykażą pozytywny efekt terapii, będzie ona kontynuowana przy użyciu jednego leku, podawanego co 2 tygodnie. Takie jedno podanie to około 10.000 zł.

Nie umiem pisać ckliwych historii, zawsze staram się opisywać tak jak jest. Nigdy też nie byłam w podobnej sytuacji, więc nie mam doświadczenia w pisaniu takich historii. Co mogę powiedzieć jeszcze, jestem zwykłą dziewczyną, która zawsze pracowała, nawet podczas swojej choroby, zawsze pomagała innym. Mam rodzinę: męża Marcina (44 lata) i syna Dominika (20 lat), którzy na każdym etapie mojej choroby bardzo mnie wspierają. Bardzo ich kocham, naprawdę jesteśmy fajną rodzinką, dlatego chciałabym się z nimi zestarzeć.

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że zawsze byłam dzielna, szłam przez tę chorobę jak pancernik, dzisiaj moja postawa nie ma znaczenia, wszystko w Waszych rękach, ludzi dobrej woli.

Kasia

Darowizny na rzecz leczenia Kasi można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie. 

Wypłaty (suma: 12825.5 zł)

Zebrane środki zostały wykorzystane na następujące wydatki:

15.10.2020 - 11543.00 zł
- kategoria wydatków: terapia onkologiczna

29.07.2020 - 1282.50 zł
- kategoria wydatków: terapia onkologiczna

Do dyspozycji podopiecznego pozostało: 538,60 zł

Wspierający

Największe darowizny

Anonimowy 4 tygodnie temu 816 zł

Anonimowy 4 tygodnie temu 597 zł

Anonimowy 4 tygodnie temu 581 zł

Anonimowy 4 tygodnie temu 520 zł

Najnowsze darowizny

Anonimowy 4 tygodnie temu 18 zł

Anonimowy 4 tygodnie temu 44 zł

Anonimowy 4 tygodnie temu 17 zł

Anonimowy 4 tygodnie temu 33 zł

Anonimowy 4 tygodnie temu 48 zł

Anonimowy 4 tygodnie temu 55 zł

Ta strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcejRozumiem