Marzena Czerniak-Rakicka

Marzena Czerniak-Rakicka, RYTWINY

Numer skarbonki: 110613
Kiedy już nie wiesz jak pomóc... Po prostu bądź.
zebrano:
3 699 zł
3%
cel zbiórki:
100 000 zł

Historia

Marzena to niezwykła osoba, tak jak niezwykła jest jej historia.

Dziś ma 41 lat, ale na nowotwór zachorowała jako małe, niespełna trzy letnie dziecko. Miała problemy ze skórą, pojawiały się na niej plamy i swędzące, sączące się zgrubienia, jednak lekarze zdiagnozowali skazę białkową. Przez całe dzieciństwo i młodość leczyła się dermatologicznie, ale w rzeczywistości nikt nie wiedział na co. Życie latami upływało jej między oddziałem dermatologicznym, a domem.

Marzenka pochodzi z małej miejscowości w zachodniej Polsce i ordynator z lokalnego szpitala zniechęcony latami bezskutecznej terapii odsyła ją w końcu do Warszawy. Marzena jest wtedy młodą dziewczyną i nigdy nie była w stolicy. Boi się, chociaż wie, że sobie poradzi. W domu ma mamę i chorego brata i to ona troszczy się o wszystko. Wsiada więc w pociąg i jedzie do Warszawy. Jedzie sama, ona młoda dziewczyna z wioski oddalonej o pięćset kilometrów. Trafia do szpitala i pierwsze słowa jakie słyszy od lekarzy są dla niej wielkim szokiem - to nowotwór. W kolejnych dniach karetka przewozi ją do innego szpitala i tam wykonane badania potwierdzają tą straszną diagnozę: chłoniak skórny T-komórkowy, ziarniak grzybiasty z cechami Zespołu Sezary'ego. Z tą informacją wypuszczają Marzenkę do domu. Wychodzi więc na zewnątrz i nie wie co ma z tą informacją zrobić. Chciałaby zadzwonić do mamy, ale mama opiekuje się bratem i nie chce jej martwić. Dzwoni więc do swojego chłopaka i mówi mu o tym co się przed chwilą dowiedziała. „Nie martw się, będziemy to leczyć” - słyszy po drugiej stronie słuchawki. Czuje ulgę. Pyta portiera jak ma dotrzeć do dworca PKP.  Wsiada do pociągu i wraca do domu.

W kolejnych tygodniach, miesiącach i latach spędzi w tym pociągu setki godzin. Jadąc na chemię, badanie, kontrolę i wracając, czasem z dobrymi, ale częściej złymi wiadomościami. Przez ten cały okres przechodzi wiele rodzajów leczenia - od chemioterapii, przez radioterapię i brachyterapię. Choroba czasem się wycisza, a czasem atakuje. W październiku 2013 roku, kiedy udaje się uzyskać remisję zostaje poddana transplantacji szpiku od dawcy. W jej wypadku istnieje bardzo duże ryzyko wykonania tego zabiegu, ponieważ w wyniku powikłań nowotworowych ma wyłonioną stomię. Jednak lekarze, mimo wątpliwości decydują się to zrobić. Marzenka wie, że może wiele wygrać, ale też wiele przegrać. Kiedy ma już termin przeszczepu decyduje się więc spełnić swoje odwlekane przez chorobę marzenie. Pragnie wyjść za mąż za miłość swojego życia. Organizuje więc własne wesele ze szpitalnego łóżka. Udaje się - tydzień przed przeszczepem mówi swoje najważniejsze w życiu „Tak”. Jest szczęśliwa, choć patrząc na gości weselnych nie może się oprzeć wrażeniu, że widzi swoją rodzinę po raz ostatni.

Przeszczep się udał, ale zapewnił jej tylko dwa miesiące remisji. Przechodzi kolejne leczenie, które pozwala utrzymać chorobę w ryzach aż do 2016 roku, kiedy to okazuje się, że rak kolejny raz zaatakował. I kiedy mogłoby się wydawać, że możliwości leczenia są już wyczerpane otworzyły się przed nią kolejne drzwi. Okazało się, że jest lek, który można przyjmować przy tego rodzaju nowotworach, ale niestety jest nierefundowany. Jedna dawka kosztuje 16 000 zł. Jednak producent tego leku przekazał Marzence w darowiźnie 16 takich dawek. Przez ostatni rok z powodzeniem leczy się tym lekiem. Jednak niebawem jedzie już na przedostatnią, piętnastą dawkę leku. Na tym pomoc firmy farmaceutycznej się kończy, jednak każdy z nas może sprawić, by nie był to także koniec jej leczenia i nadziei.

Marzena w swoim życiu wiele się wycierpiała. Wspomina, że często ból był tak silny, że prosiła męża, by ją dobił i skrócił jej męczarnie, jednak on zawsze troskliwie się nią opiekował. Ostatnie miesiące przeżyła bez bólu, w spokoju, szczęściu i miłości. Przez całe życie martwiła się o mamę i brata, gdy dowiedziała się o diagnozie jej marzeniem było jeszcze trochę pożyć, żeby móc się o nich troszczyć. Teraz chciałaby w końcu żyć dla samej siebie, ale już niebawem lek, który sprawia, że odzyskała siły i radość się skończy. Pomóżmy jej zebrać pieniądze na kolejne dawki.

"Strach wciąż mi towarzyszy. 
Nie jestem pewna jak długo będę otrzymywać ten lek - planowane jest 16 dawek a przyjęłam dopiero 5. Koszt jednej dawki leku to około 16 000 zł..."   


Darowizny na rzecz leczenia Marzeny można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij na przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie. 

Galeria

Dziennik

Wszystkim bardzo serdecznie dziekuje za pomoc
JESTESCIE WSPANIALI ANIOŁY
W poniedziałek otrzymałam dodatkową chemioterapie, gdyż okazuje się że poprzedni lek nie był dosc skuteczny. Czuję sie kiepsko, afty zaatakowały mi jame ustną mam problemy z jedzeniem ale nie ma tego złego...
utyłam 2kg bede miała z czego schudnąc ;-]
DZIEKUJE ŻE JESTESCIE

Wypłaty (suma: 1290.58 zł)

Zebrane środki zostały wykorzystane na następujące wydatki:

13.08.2018 - 230.00 zł
- kategoria wydatków: środki farmakologiczne

12.07.2018 - 357.50 zł
- kategoria wydatków: usługi transportu chorego na badania, rehabilitację, terapię - do i z ośrodka medycznego

28.05.2018 - 351.88 zł
- kategoria wydatków: usługi transportu chorego na badania, rehabilitację, terapię - do i z ośrodka medycznego

16.02.2018 - 351.20 zł
- kategoria wydatków: usługi transportu chorego na badania, rehabilitację, terapię - do i z ośrodka medycznego

Wspierający

Najnowsze darowizny

Anonimowy 3 tygodnie temu 25 zł

Anonimowy 2 miesiące temu 50 zł

Anonimowy 3 miesiące temu 30 zł

Anonimowy 3 miesiące temu 10 zł

Anonimowy 3 miesiące temu 30 zł

Anonimowy 3 miesiące temu 35 zł

Anonimowy 3 miesiące temu 35 zł

Anonimowy 4 miesiące temu 17 zł

Anonimowy 4 miesiące temu 15 zł

Anonimowy 4 miesiące temu 27 zł

Ta strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcejRozumiem