Hanna Radziszewska

Hanna Radziszewska, Bydgoszcz

Numer skarbonki: 111171
Zbieram na nowoczesną terapię.
zebrano:
37 829 zł
45%
cel zbiórki:
84 000 zł

Historia

Kontakt z chorobą i chorymi mam od dawna. Nigdy nie byłam okazem zdrowia. Kilkukrotnie mnie operowano: miałam oponiaka mózgu, usunięto mi macicę, a do tego operacja kolana. Mimo tego przez wiele lat pracowałam w szpitalu w charakterze muzykoterapeuty. Opiekowałam się pacjentami ciężko chorymi, osobami po udarach, urazach, operacjach mózgu i rdzenia, wypadkach. Nauczyłam się wtedy jak ważne są wsparcie duchowe i wola walki z chorobą oraz wsparcie ze strony najbliższych. Tego na szczęście nigdy mi nie brakowało – mam męża, trójkę dorosłych już dzieci oraz troje energicznych, pogodnych wnuków. Przekonałam się jednak, że bycie terapeutą a znalezienie się samemu w sytuacji pacjenta to ogromna różnica.

Mój obecny, najpoważniejszy problem trwa od jesieni 2016 r. Rozpoczął się silnym, nagłym bólem brzucha. W trakcie pobytu na Oddziale Ginekologii niczego poważnego nie rozpoznano. Podano mi leki rozkurczowe i przeciwbólowe. Widoczne w tomografii zmiany w brzuchu lekarze interpretowali jako zrosty po usuniętej 15 lat wcześniej macicy. Badania USG, MRI, nawet biopsja cienkoigłowa zdawały się potwierdzać taką diagnozę.
W lipcu 2017 r. ponownie trafiłam do szpitala. Badanie TK oraz histopatologiczne wykazały obecność raka jajnika. Operacja. Szukałam jak najlepszego ośrodka. Niestety, czas pokazał, że wybór nie okazał się szczęśliwy. W trakcie operacji, w badaniu śródoperacyjnym, nie potwierdzono obecności nowotworu. Odetchnęliśmy z rodziną z ulgą. Nie cieszyliśmy się długo. Po kilku dniach wynik był zły. Lekarz nie usunął wszystkiego i znowu operowano mnie w tym samym miejscu. Następnie chemioterapia  (Paclitaxel + Karboplatyna) przez 6 miesięcy.

Cierpiałam z powodu zaparć, bólów nóg. Straciłam włosy. Bez wsparcia Rodziny nie poradziłabym sobie z tym wszystkim. Badania kontrolne po leczeniu nie były jednoznaczne. Pojawiło się podejrzenie, że pomimo dwóch operacji w ciągu tygodnia guz nie został całkowicie usunięty. Operujący Pan Profesor kategorycznie odrzucał taką ewentualność. Zapewniał, że wszystko jest w porządku.

Niestety w lipcu 2018 bóle brzucha powróciły i ponownie trafiłam na stół operacyjny. Tym razem do innego chirurga. W opinii radiologa oceniającego badanie TK oraz operującego lekarza guz nie został kompletnie usunięty podczas pierwszej operacji. Kolejna chemioterapia (Caelix). Ponownie bez włosów, za to z bolesnymi łuszczącymi się zmianami skórnymi. Nie wytrzymałam - podano zaledwie 3 cykle. Kurację trzeba było przerwać.

Wiosna 2019 r. znów okazała się bardzo pechowa. W styczniu 2019 badanie PET wykazało podejrzane zmiany w płucach. Pan Doktor zaproponował kolejną chemioterapię (Cisplatina + Cyclophosphamid).  Wytrzymałam tylko 2 serie.  Dodatkowo otrzymałam  w maju 8 sesji radioterapii. W lipcu i sierpniu 28 serii radioterapii na okolicę szyjki macicy. Do tego wszystkiego mój najstarszy syn ciężko zachorował - wykryto u niego raka pęcherza moczowego.

Obecnie jestem w trakcie kolejnej chemioterapii, ponieważ pojawiły się zmiany w wątrobie. Pomimo tego staram się znaleźć siły, by spotykać się z moimi kochanymi wnukami, które są moją wielką miłością i dają mi siłę do zmagania się z chorobą.  Muszę też wspierać mojego syna, który jest po bardzo poważnej operacji i oczekuje na chemię. Szukam nadziei na pokonanie choroby.

Wielu lekarzy widzi szansę wyleczenia w immunoterapii komórkami dendrytycznymi. Niestety takie leczenie nie jest dostępne w Polsce. Nawiązaliśmy już kontakty z ośrodkiem  za granicą. Koszt terapii to ok. 20 tys. EUR. Gromadzę środki aby po zakończeniu chemioterapii  rozpocząć takie leczenie. Mam ogromną wiarę i nadzieję, że ostatecznie zwalczę raka. Walczymy razem z Synem. Oboje musimy wygrać. 

Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

Galeria

Dziennik

Witajcie,
od założenia konta i zastania podopieczną Fundacji minęło już kilka miesięcy. Wiele się w tym czasie wydarzyło. Koronawirus przyniósł wiele zmian, wiele niepewności, a dla walczących z rakiem również mnóstwo obaw. Nie wiemy, jak będzie wyglądało leczenie po pandemii. Nie wiemy, kiedy będzie można uznać, że największe zagrożenie już za nami. Rak osłabia nasz system odpornościowy, więc kwarantanna jest dla nas trudnym czasem – większa uważność, większa ostrożność, unikanie wychodzenia, unikanie kontaktów z najbliższymi. Jednak czas kwarantanny upłynął po części efektywnie. Jesteśmy obecnie w trakcie wiroterapii. Otrzymujemy specjalistyczny lek przesłany nam przez ww. klinikę, w której – mamy nadzieję – będziemy mogli rozpocząć właściwe leczenie komórkami dendrytycznymi. Badania naukowe wskazują na wysoką skuteczność leczenia wirusami onkolitycznymi. Nie jest to leczenie tanie, jednak dzięki Waszym wpłatom udało się opłacić większą część mojej wiroterapii. Mam nadzieję, że badania wykażą poprawę. Trzymajcie kciuki!

Wypłaty (suma: 29182.29 zł)

Zebrane środki zostały wykorzystane na następujące wydatki:

22.05.2020 - € 6412.00
- kategoria wydatków: terapia onkologiczna, inne

Do dyspozycji podopiecznego pozostało: 8 646,78 zł

Wspierający

Największe darowizny

Anonimowy 10 miesięcy temu 2000 zł

Anonimowy 10 miesięcy temu 2000 zł

Anonimowy 7 miesięcy temu 1500 zł 52

Wracaj do zdrowia jak najszybciej

Anonimowy 9 miesięcy temu 1300 zł

Anonimowy 1 miesiąc temu 1290 zł

Anonimowy 1 miesiąc temu 1042 zł

Anonimowy 7 miesięcy temu 1000 zł 44

Haniu dużo zdrowia

Lech Radomski 9 miesięcy temu 1000 zł 59

Szybkiego powrótu do pełni ZDROWIA!!!

Bartłomiej Płotka 9 miesięcy temu 1000 zł

Anonimowy 10 miesięcy temu 1000 zł 71

Trzymamy kciuki!

Ta strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcejRozumiem