Iwona Sokołowska

Iwona Sokołowska, Wałcz

Numer skarbonki: 110014
Miała niecałe 18 lat, kiedy zachorowała na mięsaka. Zbiera na protezę nogi.
zebrano:
1 931 zł
3%
cel zbiórki:
60 000 zł

Historia

Nazywam się Iwona Sokołowska. Dzień przed moimi osiemnastymi urodzinami, czyli 1 grudnia 2000 roku dowiedziałam się o mojej chorobie tj. nowotworze złośliwym tkanek miękkich, mięsakiem o nazwie sarcoma synoviale, który umiejscowiony był w mojej prawej stopie od dobrych kilku miesięcy. Po diagnozie był płacz, pytania dlaczego ja, dlaczego teraz itp. Dzielnie znosiłam chemioterapię oraz kilka nieradykalnych operacji/prób usunięcia guza. W międzyczasie zdałam maturę, rozpoczęłam studia i leczyłam się.

Po ponad rocznym leczeniu onkologicznym w Poznaniu trafiłam do Centrum Onkologii w Warszawie. Pan profesor Ruka zastosował u mnie leczenie radioterapią, następnie zoperował mnie i otrzymałam kolejne kursy chemioterapii. Z płaczem goliłam głowę, gdy po raz czwarty odrośnięty „jeżyk” na głowie zaczął wypadać. Nie poddawałam się, nadal byłam silna i dzielnie walczyłam z nowotworem. Pomagał mi w tym chłopak, z którym zaczęłam spotykać się 2 m-ce przed wykryciem nowotworu oraz rodzice.

W marcu 2002 roku zakończono leczenie. Miesiąc później (nie wiem jak to możliwe) zaszłam w ciążę i w styczniu 2003 roku urodziłam śliczną i zdrową córeczkę. Mój organizm się regenerował, ja – systematycznie jeździłam 400km na kontrole do Centrum Onkologii w stolicy. Życie toczyło się dalej, jednak okazało się, że mój organizm jest słaby i nie licząc operacji chorej stopy – przez kolejnych 10 lat przeszłam ok. 10 zabiegów/operacji typu: usunięcie woreczka żółciowego, operacje przykurczu Dupuytrena, koagulacja ognisk endometriozy itp. W 2008 roku okazało się również, iż wskutek przebytych chemioterapii mam uszkodzone kanaliki nerkowe. Mimo tych wszystkich chorób i operacji cieszyłam się życiem, wspólnie z mężem wychowywaliśmy córeczkę i bardzo pragnęliśmy powiększyć naszą rodzinę. W związku z powyższym, 14 sierpnia 2012 roku urodziłam pięknego i zdrowego synka. Wychodząc z maleństwem ze szpitala pomyślałam, że teraz naprawdę jestem szczęśliwa.

Niestety, moje szczęście nie trwało długo. Dwa miesiące po porodzie, na mojej kilkakrotnie operowanej stopie wyczułam kilkumilimetrowe zgrubienie. Pomyślałam: nie, to nie może być prawdą; to nie może być kolejna wznowa – przecież nie po to urodziłam dziecko, by znowu zachorować i nie móc uczestniczyć w jego wychowywaniu... A jednak, po 11 latach od operacji i 10 i pół roku po zakończeniu leczenia, mięsak ponownie był w mojej stopie. Zamknęłam się w sobie, załamałam, przez dwa dni nie wychodziłam z łóżka tylko płakałam. Na szczęście mąż wyciągnął mnie z tego, wytłumaczył: że tak nie można, że muszę walczyć i się nie poddawać jak dawniej; że muszę to zrobić dla niego, dla niego i dzieci; że przecież za kilka lat muszę żyć, gdy synek w przedszkolu będzie mówił wierszyk z okazji Dnia Mamy; bo nikt nie zastąpi im mnie – mamy i żony...

5 listopada 2012 roku pojechałam więc z mężem do Centrum Onkologii w Warszawie i profesor Rutkowski potwierdził moją diagnozę. Zostawiłam wynik tomografii komputerowej, zrobiłam RTG klatki piersiowej i czekałam na wyrok... Po dwóch dniach otrzymałam telefon z wiadomością, której nigdy nie chciałam usłyszeć.. „Dzień dobry Pani Iwono, mówi Piotr Rutkowski... Jest wynik RTG klatki – przerzutów nie ma, ale niestety po skonsultowaniu się z lekarzami stwierdziliśmy, iż jedyną metodą leczenia Pani jest amputacja, amputacja w podudziu...”. Telefon odebrałam niczego nieświadoma, trzymając dziecko na rękach i zamarłam. To była najgorsza wiadomość jaką w moim trzydziestoletnim życiu usłyszałam. Był to kolejny cios, którego następstwem była ogromna rozpacz, bezsilność...

Postanowiłam walczyć i żyć. Nieważne czy z nogą, czy bez niej, ale żyć. 6 grudnia 2012 roku mąż dostarczył mnie do CO, a następnego dnia amputowano mi nogę. Nie załamałam się, nie płakałam z tego powodu. Uczyłam się chodzić o kulach, bandażować kikut, pokonywać wiele przeszkód architektonicznych typu schody... Zewsząd słyszę, że jestem dzielna, że walczę i się nie poddaję, że potrafię się uśmiechać i w miarę możliwości uczestniczę w wychowywaniu moich dzieci...

Nie uważam, że jestem jakaś wyjątkowa. Ja po prostu cieszę się, że żyję, że mogę przytulać i całować moje dzieci, że mogę uczestniczyć w życiu rodzinnym, wytłumaczyć córce niezrozumiałe zadania z matematyki :); czuć, że mąż mnie nadal mocno kocha (może nawet mocniej?)... Do szczęścia w życiu brakuje mi tylko nogi :( Nie, nie mojej – tej, która od 12 lat mnie bolała. Brakuje mi protezy, bym mogła po prostu chodzić i jeździć na rowerze. Chciałabym wziąć synka za rączkę i iść z nim na spacer (aktualnie brakuje mi spacerów, tęsknię za tym, gdy mogłam włożyć synka do wózka i iść...). Na razie walczę z bólem, rana powoli się goi (wymaz z rany wykazał gronkowca, no ale przecież ja mam całe życie pod górę :). Niedługo pojadę do protezowni obejrzeć te cuda – protezy.

Dobra proteza podudzia kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych – chciałabym mieć dobrą protezę, gdyż mam dopiero 30 lat i chcę żyć normalnie. Nie chcę być osobą niepełnosprawną, gdyż mam silny organizm i silną psychikę. Na gorszej protezie nie da się chodzić, uciska kikut i go rani lub jeżeli da się chodzić, to tylko przy pomocy kul. Z całego serca pragnę, by Państwo pomogli mi uzyskać środki na protezę i co za tym idzie, pomogli mi wrócić do normalności. Kocham życie mimo wielu kłód rzucanych mi pod nogi, chciałabym tylko mieć nogę... Za wszelkie wsparcie będę ogromnie wdzięczna.

Iwona

Darowizny na rzecz leczenia Iwony można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij na przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

Wypłaty (suma: 1478.83 zł)

Zebrane środki zostały wykorzystane na następujące wydatki:

12.10.2018 - 233.96 zł
- kategoria wydatków: środki farmakologiczne

25.04.2014 - 474.91 zł

31.10.2013 - 769.96 zł

Wspierający

Największe darowizny

Anonimowy 5 lat temu 1000 zł

Anonimowy 2 tygodnie temu 500 zł

Najnowsze darowizny

Anonimowy 7 miesięcy temu 10 zł

Anonimowy 7 miesięcy temu 10 zł

Anonimowy 8 miesięcy temu 30 zł

Anonimowy 8 miesięcy temu 10 zł

Anonimowy 1 rok temu 50 zł

Anonimowy 2 lata temu 50 zł

Anonimowy 2 lata temu 1 zł

Anonimowy 2 lata temu 10 zł

Ta strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcejRozumiem