Iwona Watała

Iwona Watała, Gliwice

Numer skarbonki: 110197
Z zaawansowanym nowotworem jest jak z kredytem w banku, nawet jak Ci odroczą spłatę to potem dowalą odsetkami. Przeczytaj moją historię.
zebrano:
21 880 zł
9%
cel zbiórki:
240 000 zł

Historia

Dzień dobry ,

Nazywam się Iwona Watała, a oto moja historia.

Gdy po diagnozie znalazłam się na oddziale, usłyszałam: „Czy warto było szaleć tak..” -  Agnieszki Chylińskiej, a gdy potem nastąpił utwór „Too late for apologize” (za późno na przeprosiny) pomyślałam, że puszczają to celowo.

Czarny humor kogoś nie opuszcza pomyślałam, jednocześnie zazdroszcząc mu sytuacji. Dużo bym dała, żebym to ja mogła żartować, z pozycji osoby, której  żart nie dotyczy. Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni chciałam znaleźć się w cudzej skórze, zetrzeć z siebie odium diagnozy, scedować ją na jakąś bliżej niesprecyzowaną nieokreśloność. Strzepnąć z siebie jak przypadkowy kurz, o który się mimowolnie ocieramy. Potem dotarło do mnie, że jest to muzyka z radia, więc były to tylko moje paranoicznie przypuszczenia.

Był rok 2012 i to właśnie wtedy mój świat runął.

Nieuleczalny rak piersi z przerzutami (rokowania 6 miesięcy do jak dobrze pójdzie 2 lat).

Nic już nie było jak dawniej, wessał mnie korowód onkologicznych procedur, spotkań z lekarzami, badań obrazowych, terminów chemii...

Straciłam tożsamość, stałam się pacjentką onkologiczną, przypadkiem chorobowym ze złymi rokowaniami. 

Mija 6 lat od diagnozy, jestem i funkcjonuję.

Przez te 6 lat nauczyłam się najważniejszej rzeczy: nigdy się nie poddawać i cieszyć każdą dobrą chwilą.

Miałam spektakularne, całkowite cofnięcie się choroby (rak wyleciał w kosmos), niestety po 3 latach powrócił.

Z zaawansowanym nowotworem jest jak z kredytem w banku, nigdy nie wiesz na czym stoisz, nawet jak Ci odroczą spłatę to potem dowalą odsetkami i ukrytymi kosztami.

Bywały bardzo złe chwile (byłam już pod opieką hospicjum), bywały lepsze (pobyt w zagranicznej klinice, która czasowo postawiła mnie na nogi, za co zainkasowała całe moje oszczędności i pieniądze zebrane przez przyjaciół), potem znów zjazd w dół, potem w górę... jazda jak na młyńskim kole. Najważniejsze w zmaganiach z chorobą jest poczucie wsparcia, które dają  inni. 

Oczywiście nikt już nie ma złudzeń, że pieniądze odgrywają ważną rolę. Żadne niestandardowe terapie nie są refundowane przez NFZ. W onkologii liczy się czas, powstają nowe leki i terapie, ale zanim trafią do "powszechnego obiegu" minie kilka sporych lat. Można się nie doczekać. Dlatego trzeba za nie płacić. Dużo. Za dużo na możliwości finansowe zwykłego człowieka. 

Na rynku pojawił się nowy lek na mój typ nowotworu, kosztuje 20 tys. zł za opakowanie. Opakowanie wystarczy na 1 miesiąc.

Efekty daje po pół roku przyjmowania. Chciałabym spróbować, bo obiecałam sobie, że dokonam niemożliwego i wyleczę się z nieuleczalnego raka.

Kochani Darczyńcy. W galerii umieściłam kartkę z podziękowaniami dla Was. Tylko tą drogą mogę pokazać jak bardzo jestem Wam wdzięczna za gesty życzliwości. Takie gesty, wsparcie w chorobie są dla nas, chorych bardzo ważne, nie tylko ze względów finansowych (leczenie onkologiczne kosztuje), ale również ze względów psychologicznych: daje poczucie, ze nie jest się osamotnionym i daje siłę do przezwyciężania choroby

Serdecznie Wam dziękuję, Iwona Watala

Darowizny na rzecz leczenia Iwony można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

Galeria

Dziennik

Inni też cierpią.
Gdy leżałam powalona kolejną chemioterapią, coraz słabsza i obolała, obiecałam sobie i światu, że jak to przeżyję, zrobię coś dla innych, może bardziej cierpiących ode mnie stworzeń.

Chyba nie ma bardziej w świadomości ludzkiej lekceważonych i pozbawionych podmiotowości istot od kur klatkowych. Ot zwykły surowiec do produkcji jaj. Ukryte przed światem w betonowych bunkrach, pozbawione słońca, powietrza i ruchu, dosłownie gniją w drucianych klatkach żywcem zjadane przez pasożyty.

Wiem, bo widziałam, jest rok 2014, przeżyłam, moja choroba jest w remisji, a ja realizuję to co obiecałam - pomagam bardziej ode mnie cierpiącym istotom.

Założyłam inicjatywę "Uwolnij Kurkę". Idea jest prosta, wykupuję kury z chowu klatkowego i oddaję " na dożywocie" tym, którzy o nie zadbają, by zaznały światła słonecznego, przestrzeni i ruchu.

"
9 kwietnia 2014 ·
"W poniedziałek wszystkie idą na pasztet" poinformował mnie pracownik fermy kur niosek, gdy weszłam do hali produkcyjnej (tak, hali produkcyjnej, bo jajka się obecnie produkuje, podobnie jak większość żywności) by wykupić z niewoli kilkanaście kur.
Zaskoczyło mnie, że w ogóle pozwolił mi tam wejść.
Widok (nie wspominając o zapachu) masakryczny, ciągnące się przez całą halę, aż po sufit piętrowe klatki z wystającymi, oskubanymi z piórek łebkami. Tylko oczy żywe i bystre, bo jedyną aktywnością tych kur jest patrzenie.

Nagie żarówki z betonowego sufitu, zero światła słonecznego , przestrzeni i świeżego powietrza. Przyszło mi na myśl porównanie z matrixem, te kury żyją w matrixie, nie wiedza co to światło słoneczne, zieleń trawy, możliwość chodzenia. Są tylko po to by produkować jak najwięcej jaj w jak najkrótszym czasie, potem trafiają do rzeźni. Wybierałam te najbardziej wynędzniałe, tylko co to jest w porównaniu z setkami, które pozostały. "

Inicjatywa Uwolnij Kurkę się rozrasta, jest nawet o nas wzmianka w głównych wiadomościach Polsatu: link tutaj:
https://www.facebook.com/uwolnijkurke/videos/1535023066762706/
Powstaje nowa jakość, cierpienie uwalnia potencjał.

Moja pierwsza chemia. Kwiecień 2012 r.

Ch......terapia, czyli twarzą w twarz z deską klozetową.

Gabinet chemioterapii. Miejsce gdzie lądujesz, gdy przeszedłeś już "wstępne eliminacje" (badania) i zakwalifikowano cię do ( jak to z uporem podkreślają lekarze ) "leczenia". Pokój Wielkiego Brata, siedzisz w fotelu, ale zamiast przyjemnej ekscytacji czujesz ssanie w żołądku. Najchętniej byś wstał i uciekł, za chwilę będzie za późno, uniemożliwi to plastikowa rurka, do której wytrenowanym ruchem podłączy Cię pielęgniarka.
Mogło być gorzej, wyobrażałeś sobie, że jakaś koszmarna maszyna będzie Ci wtłaczać truciznę, wydając przy tym złowrogie dźwięki, a tu tymczasem luzik. Przyjemna sala, przyjemna muzyczka, można poczuć się jak na plaży na Hawajach, tylko koktajl nie ten.

Dokonało się, podpisałeś cyrograf (zgodę na chemioterapię), teraz pozostaje tylko siedzieć nieruchomo i czekać...
Jest w tym coś upokarzającego, dobrowolnie (a masz wybór?) poddajesz się czemuś o czym wiesz, że zniszczy Twoje ciało, chemiczna inwazja, na którą dajesz przyzwolenie. Totalne samoubezwłasnowolnienie.
Przez moment, zaświta Ci myśl by wstać z fotela i wyjść, jednak strach zwycięża.
To właśnie ten strach, lęk przed śmiercią, unicestwieniem będzie Tobą kierował w dalszej podróży po onko-bajce. Do momentu, gdy uświadomisz sobie, że w tej grze o życie, Ty również możesz rozdawać karty.
Tymczasem jednak jesteś "świeżo zdiagnozowany" ( wystraszony i posłuszny), bez mrugnięcia poddasz się wszystkim zaleceniom, pozwolisz się kłuć, truć, napromieniowywać, skanować i prześwietlać, bo w tym tańcu głuszca liczy się tylko jedno: życie.
Tak więc siedzisz w fotelu, kroplówka dawkuje lekarstwo (lekarstwo?) i zastanawiasz się kiedy zacznie się jazda.
Z pewnością naczytałeś się wszystkiego o skutkach chemioterapii, już od samych opowieści można mieć odruchy wymiotne. No cóż, po chemii się rzyga! Nie jest to nawet takie straszne w porównaniu z ogólnym uczuciem totalnego zatrucia. Mega kac do mega kwadratu. Głowa jak po lobotomii, IQ na poziomie żaby. Tydzień wyjęty z życiorysu. Najlepiej pierwsze dni przespać, potem już będzie z górki.. Aż wreszcie nadchodzi ten moment, kac znika, przenika cię czysta radość, żyjesz i oddychasz... Świat robi się piękny, czysta doskonałość. Każdy ruch sprawia radość, tak musi się czuć źrebak na wybiegu, to w takich momentach smakuje życie!

Kochani Darczyńcy.
W galerii umieściłam kartkę z podziękowaniami dla Was. Tylko tą drogą mogę pokazać jak bardzo jestem Wam wdzięczna za gesty życzliwości.
Takie gesty, wsparcie w chorobie są dla nas, chorych bardzo ważne, nie tylko ze względów finansowych (leczenie onkologiczne kosztuje), ale również ze względów psychologicznych:
daje poczucie, ze nie jest się osamotnionym i daje siłę do przezwyciężania choroby.
Serdecznie Wam dziękuję
Iwona Watala

Wypłaty (suma: 19329.75 zł)

Zebrane środki zostały wykorzystane na następujące wydatki:

06.11.2017 - ฿ 11700.00
- kategoria wydatków: inne

06.11.2017 - ฿ 23400.00
- kategoria wydatków: inne

10.08.2017 - ฿ 9590.00
- kategoria wydatków: inne

13.01.2017 - 380.00 zł
- kategoria wydatków: inne

13.12.2016 - ฿ 48181.00
- kategoria wydatków: inne

22.07.2016 - 202.90 zł
- kategoria wydatków: badania diagnostyczne, środki farmakologiczne

10.03.2016 - € 420.00
- kategoria wydatków: inne

04.03.2016 - 2185.34 zł
- kategoria wydatków: usługi transportu chorego na badania, rehabilitację, terapię - do i z ośrodka medycznego, badania diagnostyczne

23.02.2016 - 4021.74 zł

26.01.2016 - 517.38 zł

15.01.2016 - 230.30 zł

Wspierający

Największe darowizny

Anonimowy 2 lata temu 5391 zł

Anonimowy 2 lata temu 3000 zł

Anonimowy 1 rok temu 1636 zł

Anonimowy 11 miesięcy temu 1593 zł

Anonimowy 11 miesięcy temu 1422 zł

Anonimowy 11 miesięcy temu 1148 zł

Anonimowy 1 rok temu 1091 zł

Anonimowy 1 rok temu 1000 zł

Anonimowy 11 miesięcy temu 580 zł

Anonimowy 11 miesięcy temu 530 zł

Ta strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcejRozumiem