Magdalena Paszek

Magdalena Paszek, Brzeg Dolny

Numer skarbonki: 110944
WIEM JEDNO - CHCĘ ŻYĆ!
zebrano:
19 358 zł
38%
cel zbiórki:
50 000 zł

Historia

Kochani proszę nie udostępniajcie na portalach społecznościowych!!!

Witajcie!

Mam na imię Magda, mam 39 lat. Jestem szczęśliwą żoną i mamą dwóch cudownych synów: Antka (12 lat) i Mikołaja (8 lat). Z zawodu jestem fizjoterapeutką - był to mój wymarzony zawód, który wykonywałam przez 15 lat. Pracuję również jako nauczyciel w szkole specjalnej z niepełnosprawnymi dziećmi i choć nie jest to łatwa praca, przynosi satysfakcję i daje poczucie spełnienia.

Przez całe życie byłam osobą bardzo aktywną, pełną pozytywnej energii. Od najmłodszych lat uprawiałam wiele dyscyplin sportu, kocham wędrówki po górach, biegi, jazdę na rowerze i pływanie. Uwielbiam obcować z naturą i chłonę ją wszystkim zmysłami. Moja rodzina jest bardzo aktywna, synom od urodzenia przelewałam pokłady swojej energii, zaszczepiłam w nich miłość do sportu (obydwoje trenują piłkę nożną i pływanie). Przez 15 lat prowadziłam również swoją działalność - fizjoterapia - praca z pacjentem oraz zajęcia dla kobiet z gimnastyki ruchowej i fitnessu oraz aqua aerobiku na basenie. 15 lat mojej wymarzonej pracy zawodowej było czymś wyjątkowym, czułam że jestem szczęściarą mogąc robić to co kocham. Moje szczęście dopełniała wspaniała rodzina, którą wraz z mężem i dziećmi, udało nam się stworzyć. Niezastąpieni rodzice, na których zawsze mogę liczyć, rodzina i rewelacyjni przyjaciele. Czego chcieć więcej? Niestety zdrowy, sportowy tryb życia, unikanie używek, brak obciążeń genetycznych oraz regularne badania kontrole nie ustrzegły mnie przed śmiertelną chorobą jaką jest nowotwór. Choroba dopadła mnie w najlepszym okresie mojego życia!

W 2014 r. zdiagnozowano u mnie złośliwego raka piersi (Her-2/ 3+), jego bardzo agresywną postać. Nie dopuszczałam myśli, że to śmiertelna choroba, że leczenie może się nie udać. Najpierw szok i niedowierzanie, potem wszystko potoczyło się bardzo szybko: dwie operacje, ciężka, długa chemioterapia i jej skutki, roczne leczenie celowane obciążające przede wszystkim serce. Pomyślałam sobie, przecież to tylko kolejne wyzwanie w moim życiu, któremu muszę sprostać. W tych momentach trzymało mnie jedno, silna determinacja, że szybko wrócę do „normalnego“ życia, do ludzi, do pracy, którą uwielbiam i do aktywności, której tak bardzo brakowało mi podczas leczenia.
Nie zważając na ból, skutki uboczne leczenia, zaparłam się, wzięłam się za siebie i szybko wróciłam do formy i zwykłego życia. Po leczeniu, ja, moja rodzina i przyjaciele, uwierzyliśmy, że już po wszystkim. To jednak nie koniec mojej historii z tak okrutnym przeciwnikiem.

Pomimo wczesnego zdiagnozowania, malutkiego guzka, szybko podjętego leczenia, po 1,5 roku nastąpiła wznowa choroby. Tym razem był to zupełnie inny pod względem histopatologicznym rak (potrójnie ujemny) i usadowił się w drugiej piersi. We wrześniu 2017 r. wszystko zaczęło się od nowa. Nie potrafię nawet opisać co wtedy czułam, jak ciężko było zmobilizować się do ponownej walki, pokazać wszystkim i sobie, że dam radę.

Na szczęście w człowieku drzemią ogromne pokłady energii i woli walki, tylko trzeba je w sobie odnaleźć i wydobyć na zewnątrz. Stoczyłam więc kolejną bitwę i podporządkowałam się leczeniu: znowu operacje, dłuższa i bardziej obciążająca dla ciała chemia. Organizm buntował się na to wszystko, ale nie dawałam za wygraną (jestem typem walczącego sportowca), walczyłam dla siebie, męża, dzieci, rodziców i przyjaciół. Zawsze powtarzam, że pomimo wszystko i tak jestem szczęściarą, bo życie postawiło na mojej drodze wspaniałych ludzi, (wiele ziemskich aniołów i anielic), którzy cały czas wspierają nas i dzięki nim mam siłę i ogromną determinację aby walczyć z chorobą. Po zakończonym leczeniu, pomyślałam sobie, to musi być koniec, choroba musi choć trochę dać mi odetchnąć. Pracowałam już nad kondycją, by móc wrócić do pracy do codziennych spraw i obowiązków. Byłam pod stałą kontrolą lekarzy. Badania okresowe przeszłam pomyślnie i nic nie sugerowało, że może zdarzyć się coś złego.

Niestety ta „wstrętna gadzina“ jest bardzo podstępna, działa po cichu panosząc się po ciele jak stały lokator. We wrześniu 2018 r. (po trzech miesiącach) okazało się, że choroba wróciła ze zdwojoną siłą dając liczne przerzuty, rozsiewając się po ciele. Mój świat legł w gruzach, tak po prostu jednego dnia przeciwnik zniszczył mój wrodzony optymizm, zastępując go strachem, przerażeniem, bezsilnością i czarnymi myślami. Pojawiły się bardzo trudne chwile dla całej mojej rodziny... Jak to się mówi „do trzech razy sztuka“, zaczynam kolejną – trzecią i najtrudniejszą walkę z chorobą. Niestety przerzuty nie są operacyjne więc rozpoczęłam kolejny cykl chemioterapii. Nie wiem co będzie, jak będzie...

Marzę o tym aby uczestniczyć w najważniejszych momentach życia moich chłopców, razem z mężem cieszyć się z ich sukcesów, być wsparciem dla rodziców. Choć choroba zabrała mi tak wiele, przez 4 lata nie dała wytchnienia nadal nie pozbawiła mnie nadziei na życie z moimi najbliższymi. Mam jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, miejsc do odwiedzenia, gór do zdobycia...

Przez całe życie to ja byłam wsparciem dla innych. Nigdy nie sądziłam, że najtrudniejsze w chorobie to prosić o pomoc. Teraz to ja potrzebuję wsparcia, dzięki któremu zyskam tak cenny dla mnie czas!!! Długo walczyłam ze sobą aby zgłosić się do fundacji. Po prostu w pewnym momencie człowiek nie ma już wyjścia i tyle!!! Stąd mam śmiałość prosić Państwa o wsparcie i pomoc finansową. Środki chciałabym przeznaczyć na konsultację ze specjalistami, dojazdy do ośrodków leczenia, badania diagnostyczne, które w tym momencie wykonuję bardzo często i wszystkie prywatnie. Niestety nie udało mi się wrócić do pracy, stąd domowy budżet nie jest wysoki.

Poszukuję wciąż nowych form leczenia, bo wiem, że w końcu standardowe, refundowane leczenie nie będzie w stanie mi już pomóc i muszę być na to przygotowana finansowo. Czas leci nieubłaganie i wiem, że muszę być gotowa na przyjęcie nierefundowanych leków i leczenie za granicą. Dochodzą jeszcze obciążenia finansowe związane z dojazdami, i zakupem leków, które cały czas przyjmuję. Pragnę zebrać środki na dodatkowe metody wspierania leczenia systemowego, w tym hipertermii. Zależy mi również na specjalistycznych, molekularnych badaniach DNA oraz mutacji genowej, testach ONCODepp, które pozwolą na dostęp do nowoczesnych terapii celowanych oraz programów klinicznych.

Niestety na razie nie mogę podjąć tych działań, bo nie mam na nie środków finansowych. Przez te 4 lata radziliśmy sobie sami z mężem, ale teraz bez Państwa pomocy nie damy rady!

Z góry jestem bardzo wdzięczna za okazane wsparcie i pomoc!

Darowizny na rzecz leczenia Magdy można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie. 

Galeria

Wypłaty (suma: 4786 zł)

Zebrane środki zostały wykorzystane na następujące wydatki:

24.06.2019 - 3341.52 zł
- kategoria wydatków: środki farmakologiczne, badania diagnostyczne, konsultacje medyczne

12.02.2019 - 1444.48 zł
- kategoria wydatków: badania diagnostyczne, inne

Do dyspozycji podopiecznego pozostało: 14 572,82 zł

Wspierający

Największe darowizny

Anonimowy 8 miesięcy temu 2700 zł

Anonimowy 1 miesiąc temu 953 zł

Anonimowy 1 miesiąc temu 923 zł

Anonimowy 1 miesiąc temu 614 zł

Anonimowy 1 miesiąc temu 603 zł

Najnowsze darowizny

Anonimowy 1 miesiąc temu 24 zł

Anonimowy 1 miesiąc temu 72 zł

Anonimowy 1 miesiąc temu 61 zł

Anonimowy 1 miesiąc temu 80 zł

Anonimowy 1 miesiąc temu 27 zł

Ta strona korzysta z plików cookies. Dowiedz się więcejRozumiem